Dorastanie do szacunku
Mam na imię Katarzyna i jestem alkoholiczką
Kiedy dzisiaj wracałam z mityngu uświadomiłam sobie, że to już blisko dwa lata mijają, gdy dane mi było wraz z Przyjaciółmi uruchomić Punkt Kontaktowy AA w Częstochowie. Punkt, w którym przez cały tydzień od 16 tej do 21 szej pełnimy dyżur telefoniczny i miejsce, w którym codziennie o godz. 18.30 spotykają się Grupy AA i co miesiąc Służby Intergrupy. Miejsce, w którym już przez ten czas odbyła się Konferencja Służb Regionu, Regionalne Warsztaty 12 Kroków AA, Regionalne Warsztaty Kolporterów, wewnętrzne Warsztaty dla Służb przy Telefonie Kontaktowym AA. Miejsce, w którym zorganizowaliśmy spotkanie z naszymi Przyjaciółmi z Jednostek Penitencjarnych.
Uśmiecham się, gdy przypomnę sobie nasze rozmowy sprzed dwóch lat, czas, kiedy rozważaliśmy uruchomienie Punktu Kontaktowego AA. Wtedy nie przypuszczałam i nawet nie mogłam przypuszczać ile zmian w moim życiu, w mojej postawie przyniosą działania, których podjęliśmy na rzecz AA, zmian w postrzeganiu samej siebie i moich relacji z innymi ludźmi.
Po latach cierpienia, upokarzania siebie, życia w chorych relacjach z innymi ludźmi i zezwalania na to, aby inni mnie upokarzali, przyszłam, a raczej dane było mi przyjść do Wspólnoty AA.
Bałam się swojego cienia. Zastraszona, wystraszona, uzależniona od czyjegoś widzimisię, jeden kłębek nerwów, w ciągłym poczuciu winy i żalu za całe swoje życie. Uważałam, że na nic dobrego nie zasługuję. Nie mam żadnych praw i lepiej żeby mnie w ogóle nie było widać, najlepiej ukryć się gdzieś w kącie i udawać, że mnie nie ma. Kiedy nawet z tego kąta wychodziłam to od razu z agresją. Ciągła walka. Nie dać się upokorzyć. I tak zresztą zawsze przegrywałam, było ze mną coraz gorzej, bałam się żyć.
Dzień po dniu, krok po kroku, dzięki pracy z moim Opiekunem w AA poznając siebie poprzez program zdrowienia 12 Kroków AA coś zaczęło się we mnie zmieniać. Ciągle jednak było we mnie żywe przeświadczenie, że taka osoba jak ja, po tym jak żyła na szacunek nie zasługuje. Przepraszałam za to, że żyję i nadal uważałam, że nie mam prawa normalnie żyć. Cudem jest, że w ogóle żyję i nie piję, i to miało być wszystko. Życie z opuszczoną głową uważałam za wyraz pokory i skromności. Normalność, prawo do życia, poczucie wartości, godność, szacunek, czyli to, co ludzie zdrowi uważają za naturalne było według mnie wyrazem pychy.
W takim stanie zaczęłam wraz z Przyjaciółmi rozmawiać o niezależnym pomieszczeniu na Punkt Kontaktowy i spotkania Grup AA, pomieszczeniu niezależnym od kogokolwiek, poza nami samymi. Grupy AA spotykały się i nadal spotykają się w naszym mieście, dzięki uprzejmości Księży Proboszczów, za co z serca dziękuję, przy Parafiach, bądź dzięki uprzejmości Zarządu w Klubie Abstynenckim, za co również z serca dziękuję. Przyszedł, dzięki Bogu, w miarę zdrowienia taki naturalny czas, że postawiliśmy pytanie, czy jesteśmy na tyle odpowiedzialni, aby mieć jedno takie miejsce w mieście, w którym gospodarzami byliby Anonimowi Alkoholicy?
W trakcie tych rozmów zaczęło do mnie docierać parę spraw. Na początek sprawa mojej odpowiedzialności za praktyczną realizację VII Tradycji AA. Wielokrotnie mówiłam, że kocham tą Wspólnotę, że dała mi ona życie, a dzięki temu również możliwość powrotu do pracy zawodowej. To, że dzisiaj opłacam czynsz za mieszkanie, że płacę określone rachunki stało się dla mnie czymś oczywistym. W domu dbam o to, aby było czysto, estetycznie i ciepło, kiedy potrzeba przeprowadzam remont, zmieniam wyposażenie, po prostu nareszcie dbam o dom.
Kiedy się zastanowiłam jak to się ma do mojej postawy w AA, to okazało się, że ta oczywistość nie dotyczy AA. O nie. W AA było inaczej.
Na mityngach siedziałam w kurtce, bo szkoda na ogrzewanie, oczywiście pod hasłem oszczędności. Stoły, krzesła, szklanki, łyżeczki. Wszystko różne, meble w większości obdrapane. A dlaczego? Ano, bo to komuś zbywało, ten dał jedno, tamten drugie. Wszystko, co gdzie indziej było zbyteczne i bezużyteczne, i nie wiadomo, co z tym zrobić to do AA, ot taki ”śmietnik”, oczywiście pod hasłem troski, wspólnej troski.
W trakcie jednej z tych rozmów przypomniało mi się jak ja byłam traktowana przez swoją rodzinę, na jakie traktowanie się zgadzałam. Kaśka jest biedna, to jej trzeba coś dać. Starą lodówkę, niepotrzebną wersalkę. A ja to wszystko przyjmowałam. Bo po pierwsze, nie umiałam odmówić, a po drugie myślałam, może się kiedyś przyda. Do czasu. Kiedyś zadzwoniła do mnie ciocia i mówi „Kasiu zmieniam lodówkę, Ty masz starą to Ci przywiozę tą moją, nie będę jej wyrzucać”. Wtedy po raz pierwszy odważyłam się normalnie zareagować, ze spokojem podziękowałam, powiedziałam, że ta moja stara jeszcze działa, a jak będzie mnie stać, to kupię sobie nową. Poczułam szacunek dla siebie.
Dotarło do mnie, dlaczego do tej pory zgadzałam się na to, aby na spotkania znoszone były zbędne przedmioty, po prostu ja tak postępowałam w swoim życiu.
Wspólnotę AA w jej działaniach na zewnątrz też tak postrzegałam jak siebie: lepiej żeby mnie nie było widać, lepiej się nie wychylać, a być partnerem dla kogoś to już czysty absurd. Bo tak było ze mną, ja partnerka? w rozmowie, w działaniach, w życiu? Toż to czysta abstrakcja. Zawsze, gdy rozmawiałam to z pozycji tej gorszej, nieudacznika życiowego. Identycznie podchodziłam do moich działań we Wspólnocie. Moja rozmowa z dyrektorem O.T.U.A. była z pozycji proszącej o łaskę i przepraszającej, że w ogóle śmiem o cokolwiek prosić. Nie miało to nic wspólnego z szacunkiem dla siebie, mojego rozmówcy, a tym bardziej z partnerską rozmową o możliwości współpracy.
Kiedy do mnie zaczęło wracać poczucie wartości i szacunek dla mnie samej, jako człowieka, to zaczęło również do mnie docierać, że Wspólnota Anonimowych Alkoholików działa od 75 lat, odnosi sukcesy i efektem jej doświadczeń jest program zdrowienia 12 Kroków AA opublikowany w książce Anonimowi Alkoholicy w roku 1939, program, który wiele lat później stał się bazą do tworzenia programów terapeutycznych i programów zdrowienia w innych Wspólnotach. Poczułam, że zarówno ja, jak i Wspólnota AA w pełni zasługujemy na szacunek i partnerstwo we wspólnych działaniach z naszymi Przyjaciółmi spoza AA.
Dziękuję Bogu, że moja praca z Opiekunem, rozmowy z Przyjaciółmi i wspólne działanie uświadomiły mi jak traktowałam siebie, Wspólnotę AA, o której mówiłam, że ponoć ją kocham i jak traktowałam Przyjaciół spoza AA, którzy szanowali mnie i tą Wspólnotę zanim mnie dane było odczuwać szacunek.
Bazując na doświadczeniach Wspólnoty AA zapisanych w naszej literaturze zaczęliśmy działać. Okazało się, że dla nas w Polsce też jest to możliwe. Wynajęliśmy pomieszczenie, wyremontowaliśmy je i wyposażyliśmy. Wszystko z naszych dobrowolnych datków. A jak to podziałało na mnie. Nareszcie poczułam się razem z Grupą. We wspólnym działaniu. Mieliśmy jakby 90 mityngów w 90 dni, ( bo tyle zajął nam remont). Poznaliśmy się lepiej. Bóg przeprowadził nas przez różne zdarzenia, bo przecież jesteśmy ludźmi. Np. ile kobiet, tyle pomysłów na firanki w oknach. W końcu firanki wybrał mężczyzna. Było i obrażanie się, przepraszanie, godzenie się i śmiech, i radość. Pamiętam takie wzruszające mnie zdarzenie, gdy w jedną z sobót sobotę mężczyźni działali przy remoncie, a kobiety przywiozły i szykowały im jedzenie. Właśnie wtedy po raz pierwszy odczułam silną, emocjonalną więź z tymi wszystkimi osobami. To było dla mnie nowe, piękne uczucie, które Bogu dziękować trwa do dziś. Czuję się dzisiaj razem z tymi ludźmi. Osoby, które znałam, jedne lepiej, inne gorzej z mityngów, stały się moimi Przyjaciółmi. Łączy mnie z nimi więź duchowa, a drogę do tego otworzyło wspólne działanie.
Jestem dumna z tej pracy. Cieszy mnie jak właścicielka kamienicy, (która notabene wahała się czy wynająć to pomieszczenie alkoholikom) dzisiaj mówi, że to trochę jej udziału jest w tym naszym dziele, kiedy mówi, że bardzo dobrze jej się z nami współpracuje i szanuje nas za to, co robimy, i jacy jesteśmy, do tej pory zupełnie inaczej wyobrażała sobie alkoholików.
Cieszy mnie, że nareszcie mamy własne pomieszczenie, do którego możemy zaprosić osoby, z którymi współpracujemy. Do nas. Do AA. Jak wcześniej pisałam zorganizowaliśmy wewnętrzne spotkanie, na które zaprosiliśmy Przedstawicieli Jednostek Penitencjarnych. To było spotkanie między dwiema współpracującymi stronami. Omówiliśmy nasze dotychczasowe wspólne działania i wypracowaliśmy zasady dalszej współpracy. Na tym spotkaniu rozmawiałam z dyrektorem Zakładu Karnego. Rozmawiałam. Nie gięłam się, wiłam i próbowałam cokolwiek powiedzieć, ale rozmawiałam. Dla mnie to było, bez żadnej przesady, fundamentalne zdarzenie.
Poprzez służbę, wspólne działanie nabrałam szacunku dla siebie, Wspólnoty Anonimowych Alkoholików i innych ludzi.
Dziś patrzę przed siebie, nie pod nogi, nie w chmury. Przed siebie.
W pomieszczeniu spotykają się Grupy w każdy dzień tygodnia. Przychodzi coraz więcej osób i co najważniejsze zostają. I radość wypełnia mi serce, kiedy słyszę „Czuję się tu jak w domu” „Tu jest tak bezpiecznie i ciepło.” Dziękuję Bogu, że podarował mnie i moim Przyjaciołom tyle wiary i odwagi, aby podążyć za doświadczeniami Wspólnoty i tym, co też już sami odczuwaliśmy. Teraz z wdzięcznością uśmiecham się do Niego i wierzę, że On też uśmiecha się do mnie.
Bogu i Przyjaciołom dziękuję – Katarzyna alkoholiczka.
wrzesień 22nd, 2011 at 11:39
Gratuluje Katarzyno. Dobra,treściwa wypowiedź,w dużej części mnie dotyczy(jak nie w całości) i się z nią utożsamiam. Nie bez przypadku dla mnie,że czytam ją we wrześniu-9miesiącu-gdzie omawiamy na grupie 9Tradycję.Dużo jest tu właśnie o służbie,odpowiedzialności,o tym że nie trzeba być organizacją żeby być dobrze zorganizowanym.Dziękuję
wrzesień 22nd, 2011 at 17:42
Dziękuję bardzo Katarzyno za doświadczenia,które są mi bardzo bliskie i dotyczą mnie.Wspólnota jest dla mnie rodziną, tutaj jestem bezpieczna,uczę się odpowiedzialności i szacunku do siebie.Gratuluję Katarzyno pięknej i prawdziwej wypowiedzi.Dziękuję
wrzesień 24th, 2011 at 10:56
Dziekuję Katarzyno za doświadczenia w temacie “Dorastanie do szacunku” opisanych na stronie Intergrupy AA”Czestochowa”, daje mi to świadomość, że warto żyć w trzeźwości i dorastać w darze nowego życia wśród takich Przyjaciół. Pozdrawiam.
wrzesień 27th, 2011 at 21:32
Katarzyno gratuluję Tobie i Twoim Przyjaciołom wiary i odwagi ! Świetna sprawa ! Tak trzymajcie ! Serdecznie pozdrawiam i życzę Wam wytrwałości, pogody ducha i radości z kolejnych 24 godzin przeżytych trzeźwo
!
październik 1st, 2011 at 22:24
Bardzo dziękuję i gratuluję Katarzyno.W pełni utożsamiam się z Tobą.Tylko dzięki trzem legatom i zgodnie z tradycjami AA mogę trzeżwieć .Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu dobrych ,trzeżwych 24 godzin.