Iwona, 29 lat – 3.5 roku abstynencji i zdrowienia na programie 12 Kroków AA

Środa, styczeń 4th, 2012

Jestem alkoholiczką i mam na imię Iwona.

Pewnej niedzieli odebrałam telefon od redaktora jednego z naszych biuletynów AA. W rozmowie zaproponował mi napisanie artykułu w temacie „Postęp, a nie doskonałość”. Ze swoimi nie do końca jeszcze „zdrowymi ambicjami” nie miałam zahamowań i odpowiedziałam że: „tak oczywiście, napisze”.
Pomyślałam wtedy, że przecież dzwoni i prosi mnie sam redaktor. Poczułam się taka ważna, wyjątkowa, w związku z tym nie mogłam odmówić. Dopiero po skończonej rozmowie i chwili zastanowienia przyszedł rozsądek. Dotarło do mnie, że tak naprawdę to w zaproponowanym temacie nie mam zbyt wielu doświadczeń, którymi mogłabym się podzielić. No, ale przecież obiecałam…

Wtedy odezwała się we mnie chęć zastosowania starej metody. Przecież mogłam napisać coś ładnego, mądrego, co będzie podobało się innym i będzie „fajne” dla czytającego. Przecież nikt prawdy o mnie nie zweryfikuje. A tym samym z danego słowa się wywiąże.

Dzięki łasce Boga, moment w którym pisze te doświadczenia to czas, kiedy jestem w trakcie realizacji ze Sponsorką programu AA, w trakcie poznawania siebie i już nie chcę żyć po staremu. Okazało się, że jeszcze przed tym zanim zasiadłam do „pióra”, mogłam doświadczyć postępu w mojej postawie. Nie byłam w niej doskonała, bo głowa podpowiadała mi przecież, abym tekst podkoloryzowała, ubarwiła i była nieszczera. Ale zmiany, które się we mnie dokonują poprzez realizacje programu i uczciwość wzięły górę. Postanowiłam że napisze po prostu prawdę.

Jestem we Wspólnocie AA 3,5 roku. Kiedy dzięki łasce Boga, do niej trafiłam, miałam niespełna 26 lat. Sponiewierałam się i upokorzyłam swoim piciem. Jedyne o czym marzyłam to, aby nie pić, aby obsesja picia ode mnie odeszła. Chodziłam na mityngi. Aktywnie uczestniczyłam w życiu Wspólnoty AA (brałam udział w Zlotach AA, Konferencjach, Mityngach Informacyjnych). Znalazłam nowych znajomych, pełniłam służby w ramach Wspólnoty AA, podjęłam pracę zawodową. I nie piłam. Wydawało mi się, że dostałam to co chciałam. Na mityngach opowiadałam o tym jak mi się dobrze żyje. Zachowywałam pozory wiecznie uśmiechniętej i zadowolonej. Wykazywałam niemalże oznaki „cudownie uzdrowionej”.

A tak naprawdę moje życie, było zupełnym przeciwieństwem tego o czym z takim zapałem opowiadałam. Prawdę o sobie samej znałam tylko ja. Miałam być już taka idealna, doskonała, bo przecież nie piłam. Rzeczywistość była zupełnie inna. Byłam nieuczciwa.

Służby podejmowałam się kierowana ambicjami , chęcią wykazania się, a nie chęcią służenia z miłością drugiemu człowiekowi . W swoim niepiciu i samo radzeniu przysporzyłam sobie więcej wrogów niż przyjaciół. Krzywdziłam i raniłam ludzi, bo we wszystkim miałam swój interes. Na mityngach opowiadałam o wyobrażeniach o sobie i o swoim życiu. Z naciskiem na opowiadanie. To nie były przecież moje doświadczenia. A tym miałam się dzielić. Doświadczeniami.

Prawdę o moich doświadczeniach opisałam wyżej. Z taką sobą nie miałam szansy na „pokazanie się z dobrej strony”. Dlatego kłamałam. Byłam nieuczciwa i z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Ludzie się ode mnie odwracali. Czułam się osamotniona wśród tłumu. Byłam zbiorem pozerstwa i udawania, mistrzynią w odgrywaniu różnych ról w zależności od sytuacji. Zupełnie jak w jednej z piosenek DŻEMU: „Jestem sobie prawdą, fałszem i zagadką też… jestem, jestem wszystkim, nawet Bogiem, tylko sobą być, sobą być nie mogę…”.

Mijały mi 3 lata abstynencji, a ja nie wiedziałam kim jestem i dokąd zmierzam. Dziś wiem, że duchem byłam już w knajpie, że robiłam wszystko, aby wrócić do picia.

Punkt zwrotny nastąpił dla mnie na Warsztatach 12 Kroków AA w Częstochowie.

Słuchając doświadczenia przyjaciela z wieloletnim stażem w trzeźwieniu , dostałam łaskę od Boga. Zidentyfikowałam się z jego wypowiedzią. Świadomie piszę że była to łaska, bo był to dla mnie moment przełomowy. Ten przyjaciel dzielił się doświadczeniem , jak po 4 latach bycia we Wspólnocie AA i życiu wyobrażeniami o samym sobie, wrócił do czynnej fazy choroby alkoholowej. Czułam że mówi do mnie i o mnie. Czułam, że jest to dla mnie ostatni moment na to, aby poprosić o pomoc i zacząć realizować program AA. O pomoc poprosiłam alkoholiczkę, która w drodze zdrowienia, w drodze rozwoju duchowego jest już od kilku lat.

Uśmiecham się teraz kiedy to pisze, bo pamiętam dzień kiedy poznałam swoją Sponsorkę. Pomimo tego, iż jej w ogóle nie znałam, „przypięłam jej łatkę”, oceniłam. Nie darzyłam jej sympatią. Zresztą w większości kobiet w AA widziałam rywalki, a jej wyjątkowo zazdrościłam. Wiedzy o AA, tego w jaki sposób służy, zasad które prezentowała sobą. Ogólnie mówiąc postawy życiowej. Nie mniej jednak w tym dniu nie było już we mnie oceny jej osoby, tylko żarliwa prośba o pomoc i modlitwa o to, abym nie spotkała się z odmową. Nie odmówiła mi pomocy.

Podczas wspólnej pracy, przy realizacji Programu AA, dzień po dniu, mogę obserwować zmiany w moim myśleniu, działaniu, przeżywaniu. Nie dążę już do perfekcji, doskonałości. Znacznie ważniejsze jest dziś dla mnie to, aby z każdym nowym dniem iść o krok do przodu. Nie żyje złudzeniami, że coś samo się zrobi i że jakoś to będzie. Dziś podejmuję konkretne działania. Staram się każdego dnia wdrażać w życie nowe trzeźwe zachowania i reakcje. Uczę się bycia sobą, taką, jaką jestem. Dbania o siebie i swoje zasady. Popełniam błędy. Zdarza mi się ranić ludzi. Ale nie jest to już celowe działanie. Przepraszanie za swoje błędy, proszenie o pomoc , mówienie o swojej nieuczciwości jest dla mnie oznaką mojego postępu w zdrowieniu i zachodzących we mnie zmian. Bycie sobą i życie w zgodzie z samą sobą sprawia mi prawdziwą radość. Dzięki realizacji ze Sponsorką Programu AA i łasce Boga, nie zapiłam i staje się z dnia na dzień coraz bardziej świadoma siebie i otaczającego mnie świata. Postępy widzę kiedy nie poprzestaję w działaniu. A doskonałość …… zostawiam Bogu.

Iwona alkoholiczka

Marek, 49 lat – 2,5 roku abstynencji i zdrowienia na programie 12 Kroków AA

Wtorek, październik 4th, 2011

Mam na imię Marek i jestem alkoholikiem.

Nigdy w życiu nie myślałem, że tak będę o sobie mówił. Tym bardziej nie myślałem, że będę to powtarzał, aby pamiętać o tym, kim jestem. Mam już 49 lat.

Jak sięgam pamięcią, od początku mojego życia, czułem się jakiś inny, gorszy od pozostałych znanych mi ludzi. Za mną wiele przeżyć. Zaraz po moim porodzie umarła moja mama a ojciec mnie zostawił i wyjechał. Nie widziałem się z nim przez wiele lat. Wychowywała mnie najbliższa rodzina mojej mamy. Pomimo ciepła i opieki, jaką miałem, za co im serdecznie dziękuję, nie wiedziałem, co znaczy mieć normalną rodzinę, mamę i tatę.

Czułem się gorszy od innych. Czegoś mi zawsze brakowało, na tamten czas nie mogłem jeszcze określić, czego mi brakuje abym był taki jak inni. Nie chodziłem obdarty, byłem zadbany i nigdy nie byłem głodny. Jestem za to bardzo wdzięczny mojej rodzinie. Ja też dawałem z siebie tyle na ile było mnie stać. Uczyłem się i pomagałem. Pamiętam, że przez 8 lat szkoły podstawowej i 4 lata liceum byłem tylko jeden raz na obozie. Resztę wakacji spędzałem pomagając rodzinie. Tą moją inność i jak mi się wydawało gorszość od rówieśników starałem się nadrobić na tyle, na ile mnie było na to stać. Wykazywałem się w nauce, w sporcie, w towarzystwie i zawsze chciałem udowodnić, że wcale nie jestem gorszy. Z powodu takiego okazywania własnej wartości miałem problemy z akceptacją mnie wśród kolegów i koleżanek. Byłem bardzo zły, gdy ktokolwiek okazywał mi litość z powodu mojej sytuacji rodzinnej. Całe cztery lata szkoły średniej mieszkałem w internacie. Była to dla mnie szkoła życia. Pamiętam jak wiele razy wtedy czułem się samotny. Do innych uczniów dzwonili i przyjeżdżali rodzice a do mnie nie. Jednocześnie chciałem być jak każdy akceptowany, zauważany i lubiany wśród rówieśników. Aby tak było musiałem się „wyróżniać”, aby nadrobić swoje skąd inąd niezawinione przeze mnie braki. Popadałem w skrajności. Albo byłem super zdolnym i ambitnym uczniem, albo łobuzem zdolnym na wszystko.

Wtedy jeszcze nie znałem „lekarstwa” na moje słabości. Dopiero w klasie maturalnej uczestniczyłem w kilku imprezach alkoholowych, w czasie, których poczułem się taki dorosły i wyjątkowy. Pod wpływem alkoholu stawałem się równy kolegom i koleżankom. Na początku jeszcze tak mocno tego nie odczuwałem i nie rozumiałem i dzięki temu nie szukałem alkoholu, jako sposobu na moje życie. Spożywałem go sporadycznie. Tak było przez cały okres studiów.

W czasie studiów założyłem rodzinę. Starałem się dbać o nią tak jak umiałem. Nadal jednak czułem się biedny i bez własnego mieszkania. Robiłem wszystko, aby to zmienić. Pamiętam, że od czasu ślubu wszystkie egzaminy zdałem w pierwszym terminie. Jeździłem też na prace zarobkowe. Później przyszedł czas na wojsko i pierwsze rozstanie. Będąc w wojsku chyba po raz pierwszy w życiu miałem kilka dni, kiedy alkohol był dla mnie głównym celem dnia. Będąc tam wiele rzeczy robiłem na przekór samemu wojsku a alkohol mnie w tym wspomagał.

Po powrocie podjąłem pracę i rzuciłem się w jej wir. Zdobyłem wcześniej dla mojej rodziny mieszkanie i myślałem, że już będę żył w szczęśliwości pracując i dbając o rodzinę. Tak się jednak nie działo. Cały czas coś mnie goniło, ciągle było mi czegoś za mało. Podejmowałem wszystkie wyzwania, jakie tylko stawiało przede mną życie. Podejmowałem się więc różnych działań, które wprowadzały we mnie jeszcze większy niepokój. Nie umiałem się cieszyć niczym. To, co robiłem dodatkowo, poza pracą etatową, też nie spełniało moich oczekiwań. I znowu byłem zawiedziony. Miałem wiele; rodzinę, mieszkanie, pieniądze i nadal czegoś szukałem. Moje zachowanie było źle odbierane przez najbliższych i tu kolejny zawód. Nigdy nie umiałem uszanować siebie, innych ludzi, ani tego, co miałem.

Wtedy jeszcze tego nie rozumiałem a teraz, po czasie stałem się świadomy, że pomimo wyzwań, jakie podejmowałem i tego, co zrobiłem, tak naprawdę nie radziłem sobie z życiem. Brakowało mi akceptacji mojej osoby. Sam nabity w pychę brnąłem w kolejne pomysły nie licząc się z tym, jaki to będzie miało zgubny wpływ na mnie, rodzinę i bliskich. To z kolei generowało kolejne zawody, jakich doznałem. Aż wreszcie zupełnie nieświadomy znalazłem coś, co wprowadzało mnie w inny świat. Świat w oparach alkoholu, w którym byłem ”najlepszy, wielki, ważny, szanowany”. I tak nieświadomy tego, jakim kosztem się to odbywa brnąłem dalej odnosząc coraz to większe upokorzenia. Trwało to lata. Okazało się jednak, że wypity alkohol wcale nie rozwiązywał żadnych moich problemów. Wręcz przeciwnie generował kolejne, wcale nie mniejsze od tych, które już miałem. I tak w tej spirali bezradności doszedłem do swojego dna. Po drodze było tysiące obietnic poprawy i porzucenia picia alkoholu, trzy zaszycia, które niczego nie zmieniły i „dochodząca” terapia, izba, zatrzymania, kolizje drogowe i Bóg wie, co jeszcze. Aż wreszcie po wyczerpaniu wszystkich swoich sił stanąłem samotny, wyzuty z uczuć i bez mała z człowieczeństwa na skraju utraty rodziny, pracy i życia. Upodlony i znienawidzony przez bliskich i samego siebie. Bez nadziei na dalsze życie.

Znalazłem jednak pomocnego człowieka, który wysłał mnie na terapię, wcześniej załatwiając mi tam miejsce. Pojechałem tam zdesperowany, wystraszony, a przez to zgodny na wszystko, co mnie tam czeka. Podczas tych sześciu tygodni terapii nabrałem pewności, że jestem alkoholikiem i że jestem bezsilny wobec alkoholu. Tam po raz pierwszy uczestniczyłam w mitingach AA. Dowiedziałem się też, że zaraz po powrocie musze udać się do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików i poszukać sobie Grupy AA, w której będę mógł zacząć zdrowieć. Tak też zrobiłem. I teraz wiem, że to dzięki Bogu trafiłem na swoją Grupę AA, która jest do teraz moją macierzystą Grupą. Na początku bardzo mało rozumiałem, o czym na mitingach mówią inni ludzie. Nie rozumiałem ich. Czasem mnie nawet denerwowali. Jednak, kiedy mówili o swoich dotychczasowych przeżyciach, o tym jak żyli i co czuli byli mi bliscy. Czułem, że ich przeżycia w tej chorobie są takie jak moje. Byłem jednak zdeterminowany i chodziłem na każdy miting swojej Grupy. Z czasem gdzieś po roku zrozumiałem, że nie da się tak dalej być „z boku” Grupy. I nadarzyła się okazja, bo akurat zmienialiśmy siedzibę naszej Intergrupy. Wiele osób włączyło się w remont lokalu i ja też, po namowie postanowiłem pomóc. Nie był to jakiś znaczny wkład, ale te wspólne działania pozwoliły mi poznać ludzi, członków naszej Wspólnoty. Zobaczyłem też, że razem możemy wiele a zostając sam nic nie znaczę.

To był pierwszy moment, kiedy poczułem przyjaźń tych ludzi i potrzebę wspólnoty. Zaraz potem poprosiłem osobę, co, do której miałem pełne zaufanie o pomoc w poznaniu programu zdrowienia 12 Kroków AA i taką pomoc dostałem. Przyjaciel ten jest do dzisiaj moim opiekunem we Wspólnocie. Dzięki niemu, jego cierpliwości i poświęconemu czasowi poznałem program zdrowienia 12 Kroków AA i znaczenie 12 Tradycji AA.
Przyznam, że nie łatwo mi było spotkać się z samym sobą, przyznać się do swoich słabości i popełnionych błędów, rozliczyć się z przeszłością i pracować nad zmiana samego siebie. Kosztowało to mnie i mojego opiekuna naprawdę wiele.
Pracuję nad tym nadal każdego dnia korzystając z pomocy mojego opiekuna, z jego doświadczeń.

Włączyłem się też do służb w Grupie i Intergrupie. Podążając za sugestią mojego opiekuna wraz z przyjaciółmi z AA niosę przesłanie AA do jednostek penitencjarnych. Mitingi w zakładach karnych dają mi bardzo dużo i cieszę się, że mogę w nich uczestniczyć. To szczególne miejsca spotkań alkoholików. Korzystam też z warsztatów organizowanych w AA. Czytam literaturę i staram się aktywnie uczestniczyć w życiu Wspólnoty.
Dotarło do mnie, że tylko bycie w trzech legatach AA może zagwarantować mi trzeźwość na kolejne 24 godziny. Zdrowienie, Jedność i Służba to trzy części składowe mojej drogi w AA.

Zmieniło się też moje życie. Z dnia na dzień staje się ono bardziej normalne, pomimo wielu spraw i trudności, jakie przynoszą mi kolejne dni. Uczę się spokoju i odczuwania wdzięczności za otrzymany dar trzeźwości. Sił dodaje mi wiara w moją Siłę Wyższą, jaką jest Bóg, taki jak ja Go pojmuję. Dzisiaj wiem, że jest to moja droga, która obrałem wstępując do Wspólnoty AA, jest to droga na całe życie. Dziś jestem świadomy tego, że nie jestem gorszy, ani lepszy od innych. Dzięki zdrowieniu miałem możliwość poznania siebie i całkowitej zmiany mojej postawy życiowej.

Z życzeniami pogody ducha – Marek, alkoholik.

Rafał, 42 lata – 1.5 roku abstynencji i zdrowienia na programie 12 Kroków AA

Sobota, lipiec 23rd, 2011

Mam na imię Rafał i jestem alkoholikiem.

Pierwszy kieliszek wypiłem po skończeniu pierwszej klasy. Starsi koledzy poczęstowali mnie winem, czułem się taki dorosły i ważny. Potem było liceum, picie świadczyło o dorosłości i prestiżu wśród kolegów. Na imprezach piłem dużo, byłem duszą towarzystwa. Było to w moim ówczesnym pojmowaniu przyjemne i normalne. Na studiach imprezy zdarzały się częściej, zawsze piłem dużo, często urywał mi się film. Traktowałem to cały czas jako dobrą zabawę, jak coś normalnego .

Dla mnie każdy mężczyzna “prawdziwy facet” powinien dużo pić – inni to frajerzy. Na czwartym roku ożeniłem się, snułem piękne plany o świetlanej przyszłości. Po studiach zamieszkaliśmy w moim rodzinnym domu i prowadziliśmy firmę częściowo razem z rodzicami. Rzeczywistość okazała się trudniejsza niż moje wyobrażenia o życiu. Stres, obowiązki, ciężka praca, a efekty z reguły były inne od tych, których oczekiwałem. Około 12 lat temu przyjąłem opcję, że alkohol jest dobrym lekarstwem na moje złe samopoczucie. Zacząłem pić w samotności i w głowie snuć wizje o światach wirtualnych.

Pracowałem, zarabiałem po to, by „bezpiecznie” pić. W głowie wyobrażenia, żal, oj gdybym mógł cofnąć czas, to na pewno byłoby inaczej. Skutkiem tego użalania się i rozgoryczenia było to, że piłem coraz więcej. Zaniedbywałem rodzinę, pracę. Żona prosiła żebym coś ze sobą zrobił, ja to ignorowałem, uważałem, że wszystko jest w porządku . Dla otoczenia, znajomych byłem zawsze bardzo dobry, uczynny, a dla najbliższych terrorysta i egoista, szantażysta. Dawało mi to „komfort picia”. Zacząłem łamać zasady i świętości, którymi kierowałem się w życiu. Choć tego nie chciałem i walczyłem z tym, zaczęło do mnie docierać, że jest ze mną źle, że nie umiem przestać pić. Wszystko traciło dla mnie wartość, ważny był tylko alkohol. Stosunki z najbliższymi coraz gorsze, praca na włosku, zacząłem staczać się w galopującym tempie na coraz głębsze dno, włącznie z myślami samobójczymi. Nie umiałem pić a nie mogłem nie pić.

Miałem już dość takiego życia, zacząłem szukać pomocy. Zgłosiłem się na terapię, po dwóch miesiącach trafiłem na swój pierwszy mityng AA, poczułem się wśród swoich. Poprosiłem alkoholika, który jest dalej w drodze zdrowienia o pomoc, został moim opiekunem w AA. Z opiekunem przerabiam program 12 kroków AA. Dzięki programowi poznaję siebie, przyczyny mojej choroby i uczę się normalnie żyć. Praktykuję dziedzictwo Anonimowych Alkoholików, 3 Legaty AA – Zdrowienie (praca z moim opiekunem), Jedność (należę i działam w Grupie, wreszcie nie jestem sam, mam przyjaciół i pomoc), Służba (bezinteresownie pomagam innym, niosę przesłanie AA).
Stosując 3 Legaty AA zachowuję trzeźwość . Dzięki Wspólnocie Anonimowych Alkoholików zacząłem nowe, trzeźwe życie. Powoli, krok po kroku wracają do normy moje stosunki z najbliższymi, odzyskuję utracone wartości i zainteresowania.

Dzisiaj trzeźwość jest dla mnie największą wartością, bo jestem alkoholikiem. Tylko będąc trzeźwym, dzięki mojej Sile Wyższej mogę żyć dobrze i normalnie, nareszcie cieszyć się życiem.

Rafał alkoholik

Maksymilian, 37 lat – 2 lata abstynencji i zdrowienia na programie 12 Kroków AA.

Poniedziałek, marzec 8th, 2010

Mam na imię Maksymilian i jestem alkoholikiem.

Zacząłem pić jak miałem 13 lat. W pierwszych latach picie było sporadyczne. Ale w wieku 17 lat już systematycznie piłem. W tym czasie pierwsza izba wytrzeźwień, później jeszcze 7 razy.

Alkoholem dodawałem sobie odwagi, śmiałości, pewności siebie. Tak było na początku, ale bardzo szybko zaczęło wychodzić ze mnie zło. Byłem agresywny dla otoczenia, w domu, do rodziców, wobec samego siebie. Pierwsze poważne samookaleczenia w wieku 18 lat. Później jeszcze kilka razy i próby samobójcze. Lata mijały, moje życie ułożyłem pod dyktando picia. Wszystko, co robiłem było związane z piciem alkoholu. Pracowałem, żeby zarobione pieniądze przepić, kiedy komuś robiłem przysługę w zamianę za to oczekiwałem alkoholu. Imprezy sportowe lub towarzyskie miały na celu spotkać się z ludźmi, z którymi piłem. Mijały kolejne lata, konsekwencji przybywało. Poza nieprzespanymi nocami, wyrzutami sumienia i drżącymi rękami miałem na koncie sądy grodzkie, interwencje policji, wiele mandatów i sądowy obowiązek leczenia.

Miałem 32 lat, kiedy poszedłem na pierwszą terapię w O.T.U.A i wcale nie zamierzałem przestać pić. Terapię podstawową ukończyłem. Ale w trakcie jej trwania już piłem. Szybko spadałem na dno, nie potrafiłem się zatrzymać. Myślałem, że będę pił przez resztę mojego życia. Żeby mieć komfort picia w domu ożeniłem się z kobietą, która również nadużywała alkoholu. W trakcie trwania związku urodziło się dziecko. Myślałem, że jakoś to będzie, że będę umiał pogodzić picie z życiem. Bardzo kochałem chłopca. Ale nie potrafiłem przestać pić. Dziecko chorowało, długo leżało w szpitalu, a ja nie potrafiłem przestać pić. Pewnego dnia, kiedy miał wypis ze szpitala, a ja nie potrafiłem przestać pić nikt chłopca nie odebrał i trafił do domu dziecka. Był to styczeń 2008 roku. Miałem 35 lat. Związek małżeński się rozpadł. Miałem wyrok w zawieszeniu, czekałem na następny, w lutym tego samego roku poszedłem na terapię i nadal nie potrafiłem przestać pić. Nie miałem gdzie mieszkać, a w maju zostałem całkowicie pozbawiony władzy rodzicielskiej. Ale kochałem mojego jedynego syna. Nie przeraziło mnie to, że choruje, pragnąłem, żeby wrócił. Nie wiedziałem jak to zrobić.

W czerwcu 2008 roku prosto z ulicy przygarnęła mnie matka i zgłosiłem się ponownie na terapię. Bardzo ciężko było utrzymać abstynencję. Zacząłem pracować. Często odwiedzałem syna. Od października dostałem zezwolenie z sądu na przepustki. Mogłem synka zabierać na weekendy do domu. Bałem się, że zacznę pić. Po siedmiu miesiącach abstynencji już mnie szczęka bolała od zaciskania zębów. Wtedy w O.T.U.A. spotkałem kolegę, który chodził na mityngi AA. Tym razem bardzo mi zależało na abstynencji. Umówiłem się, żeby iść z nim na mityng AA. Na pierwszym mityngu zadano mi pytanie: czy mam pragnienie zaprzestania picia? Szczerze odpowiedziałem, że tak. Wtedy poczułem, że odnalazłem swoje miejsce na ziemi. Po kilku mityngach poczułem obecność Siły Wyższej, która zdjęła ze mnie obsesję picia. Siły płynącej od Boga poprzez Grupę, doświadczenia na drodze zdrowienia, rozmowy ze sponsorem. Dziękuję Bogu, że trafiłem na grupę ludzi, którzy są życzliwi, wyrozumiali, pomocni, uśmiechnięci, są jednością, są wsparciem dla każdego alkoholika, który ma chęć zaprzestania picia.

Od 13 miesięcy jestem we Wspólnocie AA. Zaczęła się dla mnie wielka przygoda i oby trwała do końca mojego życia. Pomimo dwóch wyroków w zawieszeniu, w konsekwencji dwóch spraw o odwieszenie, do więzienia nie poszedłem. Synek z postanowienia sądu wrócił do mnie w sierpniu 2009 roku. Jest zdrowy, pogodny, uśmiechnięty i mówi do mnie tatusiu. Dzięki Wspólnocie AA zbliżyłem się do Boga, którego wcześniej nie czułem, nie dostrzegałem jego obecności.

Do zobaczenia na drodze zdrowienia.

Pozdrawiam,

Jan, 52 lata – 2,5 roku abstynencji i zdrowienia na programie 12 Kroków AA.

Wtorek, luty 16th, 2010

Mam na imię Jan i jestem alkoholikiem.

Gdybym trzydzieści lat temu wiedział, że zafunduję sobie i swoim bliskim ten horror pewnie nie wziąłbym do ręki tego pierwszego piwa. Jednak wtedy picie alkoholu i przebywanie w towarzystwie tych, którzy piją, zapewniało mi realizację moich planów i marzeń, przynależność do grupy ludzi, którzy żyją według swoich zasad i tylko to się dla mnie liczyło i było ważne.

Teraz z perspektywy czasu widzę jak chore było to, co wtedy uważałem za dobre i ważne; pijackie imprezy, materializm, kasa, władza, rozwiązłość. Właśnie takim postępowaniem doprowadziłem się do tego, że uzależniłem się od alkoholu, było we mnie tyle pychy i kłamstwa, że w końcu musiałem upaść. Upadałem wiele razy, za każdym kolejnym razem coraz mocniej, a i tak z uporem maniaka szukałem „dobrej zabawy” i kontrolowanego picia. I zawsze kończyłem w tym samym miejscu, w rynsztoku.

Przyszedł czas, że założyłem rodzinę. Dzisiaj wiem, że tak naprawdę to był mój scenariusz na to, aby uciec z domu rodzinnego i od picia. Myślałem, że jak przeniosę się gdzie indziej, to już wszystko będzie w porządku. Ale nie było. Był to czas kiedy zaczynałem już pić z każdego powodu. Piłem, bo było dobrze, piłem, bo czułem się gorszy, wtedy zaczynały się ciągi alkoholowe. Nawet tragedie, które spotykały mnie w życiu nie potrafiły mnie pohamować. Na jednym tzw. spotkaniu u nas spaliło się nasze mieszkanie. Czy to spowodowało, abym zwrócił uwagę na swoje postępowanie ? Absolutnie, nie. Życie toczyło się dalej. Praca, dom, imprezy, aż otrzymałem kolejny cios. W młodym wieku zmarła moja żona. Zostałem sam, z problemami życia codziennego i z córką. Wkoło siebie słyszałem „dasz sobie radę” itp. Też tak myślałem, że sam sobie poradzę. Otworzyłem firmę. Przez osiem lat budowałem firmę i swoją pychę. Przepiłem to w ciągu 8 miesięcy. Był to najgorszy okres w moim życiu (śmierć rodziców). Kupiłem auto, w którym policja mnie zatrzymała 5 – krotnie kiedy jechałem pijany. Doprowadziłem się do stanu kiedy to nie miałem już siły pić i nie miałem siły przestać pić. Wtedy postanowiłem zastosować swój „ostatni” scenariusz. Odebrać sobie życie. Dwukrotnie skończyło się to tym, że lekarze mnie odratowali. Dzisiaj wiem, że Bóg miał inne plany wobec mnie. Za to, że byłem potencjalnym mordercą na drogach trafiłem do więzienia, tam poznałem Wspólnotę AA. To w więzieniu otrzymałem nadzieję na to, że ja też mogę jeszcze być normalnym człowiekiem. Otrzymałem ją od ludzi, którzy za kraty przywozili przesłanie AA. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, czy tego chcę. Ale już wiedziałem, gdzie mogę otrzymać pomoc.

Okazało się, że Anonimowi Alkoholicy spotykają się na moim osiedlu. I tak się stało któregoś dnia po wyjściu z więzienia, po kolejnej próbie samoradzenia i ciągu alkoholowym, że poczułem, że ja sam z tym wszystkim sobie nie radzę i potrzebuję pomocy. Przypomniałem sobie o miejscu, do którego może przyjść każdy, bez względu na to, co w swoim życiu zrobił i kim jest. Jeśli tylko ma pragnienie zaprzestania picia, to tam spotka ludzi uśmiechniętych, pogodnych, którzy zawsze mają wyciągniętą pomocną dłoń. I ja skorzystałem z tej szansy. Zbity, samotny, bezradny, poszedłem. Nie było jeszcze we mnie ani wiary, ani nadziei, ale chodziłem. Przyszedł czas, że podjąłem się służby dyżurnego, parzyłem kawę, herbatę. Chodziłem i słuchałem doświadczeń. Jak później do mnie dotarło, dałem sobie wtedy szansę, a Bóg działał, otwierał moje oczy i serce na to, co się działo we mnie i wokół mnie. Zauważałem, że ci ludzie, którzy mnie otaczają są uśmiechnięci, pogodni, spokojni, pomimo codziennych trosk.

Przyszedł czas, że i ja zapragnąłem spokoju, pogody ducha i uśmiechu. Wtedy to poprosiłem jednego z nich o pomoc. Człowieka, który już korzystał z programu, miał określoną postawę i własne doświadczenia z drogi zdrowienia. I to od tego czasu moje życie zaczęło się zmieniać. Wspólna praca z tym człowiekiem na programie 12 Kroków AA pokazała mi, kim byłem, jakie wartości w życiu są ważne, jak ważna jest pokora, wiara i wdzięczność. Dzisiaj jestem wdzięczny Bogu za to, że żyję, że jest Wspólnota AA, i że dzisiaj jestem trzeźwy. Jestem dziś świadom, że za wszystko co się wydarzyło w moim życiu ja jestem odpowiedzialny. Stało się również dla mnie jasnym to, że mam wpływ tylko na siebie. Żyję tym, co mnie spotyka dzisiaj.

W AA poznałem prawdziwych Przyjaciół. Dziękuję Bogu za to, że poprowadził mnie na Grupę AA, w której przestrzegane są zasady, gdzie stosowane są w praktyce trzy Legaty AA – Zdrowienie, Jedność i Służba – ponieważ mam odniesienie do czasów kiedy żyłem według swoich własnych, chorych zasad. Pamiętam jak wtedy kończyłem. Dzisiaj wiem, że to co jest mi dane przeżywać duchowo pochodzi od mojej Siły Wyższej, która dla mnie działa poprzez drugiego człowieka i Grupę AA. Poprzez modlitwę i działanie w AA pielęgnuję swoją trzeźwość każdego dnia.

Jan alkoholik

Danuta, 38 lat – 6,5 roku abstynencji i zdrowienia na programie 12 Kroków AA.

Wtorek, luty 16th, 2010

Mam na imię Danuta i jestem alkoholiczką.

Dzisiaj przypomniałam sobie jedno z wielu zdarzeń z dzieciństwa, które tak, jak i inne z tamtych zdarzeń, pokazuje mi, jak chorą osobą byłam zanim jeszcze sięgnęłam po alkohol.
Miałam piętnaście lat i zdawałam egzamin do szkoły średniej. Ważnym faktem, który wtedy miał znaczenie było to, że miałam słaby wzrok, bez okularów nie widziałam na odległość, ale oczywiście okularów nie nosiłam, bo to wstyd, czułam się z tego powodu gorsza. Na egzaminie tematy były podane na tablicy. Ja „musiałam” wybrać pierwszy, bo tylko ten zapamiętałam jak były czytane. W temacie było słowo bohater, zapisane zresztą na tablicy. Było zapisane, tylko, że ja nie widziałam tego, co było zapisane na tablicy. I zamęt w głowie; jak się to pisze?, jest takie powiedzenie bohater przez „ch”?, to chyba przez „ch”?. I tak też napisałam. Już wtedy za nic nie chciałam przyznać się do tego, że czegoś nie potrafię, że potrzebuję pomocy. Przecież mogłam powiedzieć, że nie widzę tematów i poprosić o możliwość dojścia do tablicy. Nie! To znaczyłoby przecież tyle samo, co przyznać się, że jestem ułomna, słaba. Już wtedy przepełniała mnie pycha i chorobowa ambicja. Zawziętość i udowadnianie, że poradzę sobie sama, a pomocy nie potrzebuję. Już wtedy te moje cechy charakteru, i co za tym idzie wybory, jakich dokonywałam miały znaczący wpływ na moje życie. Kiedy sięgnęłam po alkohol było już tylko coraz gorzej, aż do samego dna.

Kolejną moją słabością była nieumiejętność odnalezienia się w rzeczywistości. Odkąd pamiętam uciekałam w światy, które sobie roiłam. Tam byłam piękna, mądra i dobra. Tam miała mnie spotkać „wielka miłość” i szczęście, miałam robić rzeczy wielkie, bo do takich zostałam stworzona. Nie potrafiłam nawiązać kontaktu z ludźmi, więc uciekałam w świat książek i filmów. Tak naprawdę czułam się gorsza, brzydsza i głupia. Za wszelką cenę chciałam zdobyć uznanie ludzi, którzy mnie otaczali, udowodnić im i sobie, że jednak coś znaczę. Dla uznania otoczenia poświęcałam coraz więcej siebie. Pijąc alkohol tworzyłam ułudę, że jestem inna. Zaczęłam się „śmiać i rozmawiać”. Nagle miałam znajomych, ludzi, z którymi mogłam spędzać czas. Nawet nie wiem, kiedy uzależniłam się fizycznie od alkoholu. Piłam po prostu coraz więcej i częściej. Pijąc byłam przecież z ludźmi. I co z tego, że i tak przez cały czas samotna. Mam przyjaciół? Mam!

Picie alkoholu było moim rozwiązaniem na życie, a raczej na to, jak bardzo sobie w życiu nie radziłam. W ogóle nie potrafiłam przeżywać uczuć. I to zarówno przykrości, żalu czy strachu jak i radości, czy spokoju. Zresztą, o jakiej ja radości czy spokoju piszę. Wtedy to były dla mnie uczucia całkowicie abstrakcyjne. Podobnie zresztą, jaki i słowami bez treści była przyjaźń, serdeczność, życzliwość. Kłamałam, oszukiwałam i kradłam. I oczywiście, z całym przekonaniem i za wszelką cenę walczyłam żeby udowodnić, że tak nie jest.
Wtedy, w moim rozumieniu i odczuwaniu byłam zaradna i przedsiębiorcza. Mijały kolejne dni, miesiące i lata, a ja pogrążałam się w coraz większym zamęcie, chaosie i spadałam coraz niżej. Robiłam rzeczy, które kiedyś były dla mnie nie do wyobrażenia. Ja – kradzież? Ja – rozwiązłość ? Jeszcze parę lat wcześniej wyśmiałabym osobę, która powiedziałaby mi, że to będę robić.

Dzięki łasce Boga trafiłam do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Zastraszona, wystraszona, jeden wielki kłębek nerwów i rozpaczy, bez niczego. Bez rodziny, domu i pracy. Do tego doprowadziłam swoją „mądrością” życiową. Do tego doprowadziłam swoim udowadnianiem racji, ciągłą walką i udowadnianiem jak świetnie sama sobie radzę, że ja nie potrzebuję od nikogo pomocy. Straciłam wszystko, na czym mi kiedykolwiek zależało. Przede wszystkim zatraciłam siebie, wiarę w Boga i wiarę Bogu. Trafiłam do AA. I tu spotkało mnie coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Życzliwość i bezinteresowność. Jak to? Oni nic ode mnie nie chcą? Tak się zajmują mną bez żadnych oczekiwań? To było niesamowite przeżycie. Do tej pory zawsze, za wszystko musiałam płacić jak nie taką, to inną cenę. Zaczęło się od herbaty, którą zaproponował mi jeden z mężczyzn, a na moje słowa, że nie mam pieniędzy, powiedział, że tu nie trzeba ich mieć. To było coś innego w moim życiu. Potem jedna kobieta wymieniła się ze mną numerem telefonu i o dziwo zadzwoniła do mnie, żeby zapytać jak się czuję. To już naprawdę było niesamowite. Co najważniejsze, poczułam się dobrze. Poczułam spokój wynikający z tego, że jestem w miejscu, w którym powinnam być. Tak zaczęła się moja nowa droga życia. Droga, na której nareszcie nie byłam sama. Byłam wśród swoich. Od tamtego czasu minęło już parę dni, ale do dzisiaj pamiętam tamten czas. Tak samo pamiętam czas upokorzenia, upodlenia i ciągłego strachu. Czas picia, samotności i ostatniego, mam nadzieję ciągu. Zaczęłam chodzić na mityngi i po jakimś czasie poprosiłam o pomoc. Na początku kierował mną strach. Strach, żeby nie pić. Wszystko, byle nie to. I choć moje pobudki nie były najlepsze, to nareszcie zaczęłam robić coś dobrego dla siebie. Nieświadoma tego absolutnie, ale to już było jakieś dobro w moim życiu. Zresztą świadoma, czy też nie, zaczęłam zdrowieć z alkoholizmu. Ba, nareszcie zaczęło do mnie docierać, że jestem chora i potrzebuję pomocy.

Boże, dziękuję Ci za to, że poprosiłam nareszcie o pomoc! Taka ulga. I dziękuję, że pomoc otrzymałam. Czy ją rozumiałam, czy nie. Dziękuję. Mogłam zacząć uczyć się jak żyć.

Dzisiaj, dzięki łasce Boga, mojemu zaangażowaniu i pracy, pomocy Grupy AA i mojego wyrozumiałego, i cierpliwego Sponsora moja świadomość i życie zmienia się.

Uczę się od najprostszych spraw. Mówić – prawdę, choć kłamię szybciej, niż myślę i paraliżuje mnie strach, co sobie pomyślą o mnie inni. Działać – odebrać telefon od taty, choć się boję, co powie i co ja powiem, jak zareaguję. Przeprosić i przyznać do błędu, – chociaż mam ochotę walczyć i udowadniać, że to nie ja zrobiłam źle, bo tak właśnie postępowałam przez całe swoje życie, zrzucałam odpowiedzialność za wszystko, co złe na innych. Uczę się prosić o pomoc, – choć mnie dusi, że trzeba przyznać, że sama nie daję rady. Podziękować za pomoc. Niby takie to proste, a tak trudne do wykonania.

Program zdrowienia Anonimowych Alkoholików działa, jeśli ja działam. Dzisiaj jestem już trochę inną osobą od tej, która trafiła do AA. Jest tak, jak to mówi mój Sponsor: „jak się uczysz, to w końcu czegoś się nauczysz”.

Ta nauka to codzienny wysiłek i zaangażowanie, to przyznawanie się do popełnianych błędów, to działanie. Okazało się, że to, że dane mi było zaprzestać pić, to jeszcze nie wszystko. Moje przyzwyczajenia, sposób życia i moje słabości nie wyparowały od tak sobie, jak alkohol. Sama nie radziłam sobie z niczym, nie umiałam normalnie żyć. Ja i moje życie zaczęło się zmieniać, kiedy zaczęłam korzystać z pomocy Boga, Grupy AA i drugiego człowieka – Sponsora. Sponsor to moja zaufana osoba, przy której mogę zobaczyć prawdziwą siebie, moje wybory i sposób postępowania. To też człowiek, przy którym, jako pierwszym człowieku w moim życiu, poczułam, że jestem wartościową i dobrą osobą, człowiek, przy którym poczułam, co to znaczy troska, opieka i przyjaźń, choć myślałam, że ja na te wartości nie zasługuję. A jednak okazało się, Bogu dziękować, inaczej. Dzisiaj czuję się wartościowym człowiekiem. Mam swoje miejsce w świecie. A przede wszystkim żyję i jestem trzeźwa. Tym dzielę się z innymi. Dziękuję.

Danuta zdrowiejąca alkoholiczka.

Nasze Historie

Środa, wrzesień 9th, 2009

“Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet,
którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją,
aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu.”

Na tej stronie znajdują się nasze historie osobiste; kim byliśmy, co się z nami stało i jacy jesteśmy obecnie. Jest to również miejsce, w którym wyrażamy nasze osobiste poglądy na temat 12 Kroków AA, 12 Tradycji AA i służby we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików.

Podziel się swoim doświadczeniem, siła i nadzieją.
Być może okaże się dla kogoś pomocą.
Prześlij nam swoją historię zdrowienia  w AA na adres: czestochowa001@aa.org.pl.