Nasze historie osobiste
„Piękne nowe życie oparte na wartościach”
Moje życie zaczęło się na nowo w chwili kiedy mój Bóg, jakkolwiek go pojmuje, przyprowadził mnie do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików.
Całe życie się porównywałam oraz czułam się raz gorsza a raz lepsza, nie wiedziałam dlaczego tak jest że źle się czuję sama ze sobą, nie potrafiłam się cieszyć.
Odkąd pamiętam w moim domu był alkohol, była agresja i strach, brakowało pieniędzy na podstawowe rzeczy. Moja mama robiła co mogła żeby zapewnić nam to co było potrzebne. W młodym wieku sięgnęłam po alkohol, upijałam się już w podstawówce. Już wtedy myślałam że to jest dobra ucieczka od problemów, później już było co raz gorzej. Nie radziłam sobie z niczym, miałam problemy w szkole, byłam bardzo nerwowa i agresywna. Zaczęłam brać narkotyki, spotykać się ze starszym towarzystwem, uciekałam z domu. Moja mama bardzo się o mnie martwiła, nie była w stanie mi pomóc, a ja robiłam wszystko na przekór. Już w dorosłym życiu było mi ciężko utrzymać jakąkolwiek relację, wszystko było oparte na kłamstwie, agresji. Cały czas chlałam i ćpałam, nie potrafiłam przestać, miałam wyrzuty sumienia że to robię ale i tak nic to nie zmieniało. Weszłam w związek małżeński z człowiekiem który nawet mi się nie podobał, był mi on potrzebny do tego żebyśmy mogli razem chlać i ćpać. W domu była przemoc, agresja, ciągłe wyzwiska. Chciałam normalnego domu, rodziny ale nie wiedziałam jak to zrobić. Z mężem nie mogliśmy mieć dzieci, a ja udawałam że nie jest mi to potrzebne i że jestem z tym pogodzona. W domu było piekło i cierpienie, nie jednokrotnie próbowałam odebrać sobie życie, nie widziałam rozwiązania.
Na dziś jestem szczęśliwą Alkoholiczką po przepracowanym programie 12 kroków. Bóg zdjął ze mnie obsesję chlania i ćpania, zrobił dla mnie to czego sama dla siebie nie mogłam zrobić. We Wspólnocie otrzymałam godność, wiarę, nadzieję i radość, ale to wszystko dzięki pomocy mojej Sponsorski która jest ze mną od pierwszego dnia kiedy się poznałyśmy. Przy niej poczułam swoją wartość, poczułam wdzięczność, lęk odszedł i już nie muszę się bać. Mam piękne, wartościowe życie. Jestem na dzisiaj sama ale nie jestem samotna. Mam Przyjaciół na których mogę zawszę liczyć, otrzymałam bezinteresowną miłość drugiego człowieka. Mogę przekazywać dalej program 12 kroków moim podopiecznym z których jestem bardzo dumna . Wspólnota Anonimowych Alkoholików jest dla mnie najważniejsza, mam już cel, a moje serce jest wypełnione.
Weronika Szczęśliwa Alkoholiczka
…….……………………………………………………………………
Nowe życie
Mam na imię Natalia i jestem alkoholiczką – słowo, które przez długie lata nie chciało mi przejść przez gardło, teraz wymawiam nawet kilka razy dziennie. Jestem szczęśliwą, trzeźwiejącą alkoholiczką, pełną wdzięczności oraz świadomą swoich wad i zalet. Nałogowe picie alkoholu było skutkiem czegoś co się zadziało w mojej głowie i moim życiu. Alkoholizm jest chorobą, a żeby leczyć chorobę trzeba znać jej przyczynę. Ja sama nie byłam w stanie wytrzymać bez alkoholu nawet przez jeden dzień, a co dopiero wyrzec się go całkowicie i poznać przyczynę mojego picia. Do tego był mi potrzebny drugi człowiek, przez którego zaczął dla mnie działać Bóg.
Piłam od 16 roku życia, pierwszy raz na imprezie z rówieśnikami ze szkoły średniej, potem zaczęły się 18-stki moich znajomych. Alkohol był zawsze obecny w moim rodzinnym domu, odkąd pamiętam w każde święta, urodziny (nawet dzieci), imieniny czy inne imprezy, a także podczas mniejszych i większych „okazji” na stole zawsze stał alkohol. Wszyscy pili, zaczynając od dziadków, wujków, cioć, a na rodzicach kończąc. Wychowałam się w przekonaniu że alkohol musi być nieodłącznym „towarzyszem” wszelkich okazji. Jako mała dziewczynka potem nastolatka, a następnie młoda kobieta nie miałam poczucia własnej wartości. Ciągle czułam się gorsza od innych, biedniejsza, brzydsza, gorzej ubrana. Dlatego, żeby poczuć się lepiej, starałam się za wszelką cenę udowodnić sobie i innym, że jestem najlepsza w jakiejś dziedzinie. Żeby mama była ze mnie dumna uczyłam się najlepiej w całej szkole, musiałam być najlepsza w sporcie i podobać się wszystkim chłopcom. Musiałam być najlepsza, idealna i lubiana przez wszystkich dlatego się wykazywałam i brałam na siebie obowiązki ponad moje siły.
Na męża wybrałam oczywiście człowieka który też był uzależniony od alkoholu, a ja mogłam pić razem z nim. I tak moja choroba alkoholowa pogłębiała się z roku na rok, aż doszło do tego, że cztery ostatnie lata mojego picia były jednym wielkim ciągiem. Piłam już codziennie, coraz większe ilości, coraz mocniejszego alkoholu. Piłam jak odniosłam jakiś sukces albo poniosłam porażkę, piłam jak byłam smutna albo jak byłam wesoła, piłam jak sprzedałam samochód albo kupiłam meble, piłam jak sprzątałam, gotowałam, czytałam książkę czy oglądałam film. Moje dziecko przeszkadzało mi w moim piciu, bo musiałam być w miarę trzeźwa dopóki nie poszła spać, a potem wyrzuty sumienia kazały mi ją rozpieszczać ponad miarę.
W rezultacie moja córka będąc nastolatką zaczęła się okaleczać, a ja zamiast jej pomóc, zrzuciłam odpowiedzialność na profesjonalistów (psychologów, psychiatrów), którzy mieli mnie zastąpić, bo ja nie byłam w stanie przestać pić, żeby ratować własne dziecko. Byłam zrozpaczona, moja córka miała kilka prób samobójczych, a ja nie mogłam przestać pić. Chciałam umrzeć, nie widziałam wyjścia z tej sytuacji, aż wreszcie przyznałam sama przed sobą, że mam problem z alkoholem. Zaczęłam się modlić o ratunek. Przyszła mi myśl, żeby poszukać czegoś w Internecie, jakiejś pomocy. Trafiłam na numer telefonu do intergrupy AA w Częstochowie, zadzwoniłam…
Wtedy moje życie zaczęło się odmieniać, poznałam moją Sponsorkę, która opowiedziała mi o sobie, o Wspólnocie AA i o Programie 12 Kroków. Od pierwszej mojej rozmowy z moją przyszłą Sponsorką Bóg uwolnił mnie od obsesji picia, ani razu nie miałam przymusu napicia się alkoholu. Zaczęłam pracę z moją Sponsorką na Programie 12 Kroków AA. Moja córka w tym czasie nie dość, że garściami łykała psychotropy, to zaczęła popijać je alkoholem. Rozpadł się mój wieloletni związek z mężczyzną którego poznałam po rozstaniu z mężem. Zło nie dawało za wygraną, chciało mnie ciągnąć z powrotem do siebie i zrzucić na dno, z którego się odbijałam. Ale wtedy nie byłam już sama. Dzięki łasce mojego Boga, bezinteresownej pomocy drugiej alkoholiczki (moje Sponsorki) i swojej determinacji zmieniłam całe moje życie i życie mojej ukochanej córeczki, która dzisiaj nie zażywa żadnych substancji psychotropowych i nie pije alkoholu. Jest piękną, dobrą, mądrą, młodą kobietą, świetnie zdała maturę i studiuje na najlepszej uczelni w Polsce, choć wiele osób mówiło mi, że z mojej córki już nic nie będzie, że jest za późno. Tych osób nie ma już w moim życiu, za to mam moją Sponsorkę, która jest narzędziem w rękach Boga i z którą przez wszystko przeszłam. Mam wspaniałe Przyjaciółki i Przyjaciół z AA na których zawsze mogę liczyć i którzy również we mnie zawsze znajdą oparcie.
Jestem trzeźwa, wdzięczna i szczęśliwa, gdy ktoś będzie potrzebował mojej pomocy, to ja będę w stanie mu jej udzielić, nawet w środku nocy. Moja choroba alkoholowa to wyrok śmierci, który jest teraz zawieszony, ale każde sięgnięcie po kieliszek może spowodować moją śmierć i to nie śmierć naturalną, pełną ludzkiej godności, ale śmierć w bólu, torturach, łzach rozpaczy, zapomnieniu i przeraźliwej samotności. W alkoholu widzę tylko dojmujący ból, przeraźliwy strach, łzy mojego dziecka i moich bliskich, ludzkie tragedie, brak nadziei i przede wszystkim śmierć. Śmierć w brudzie, smrodzie i samotności. Już nie dam się okłamać, że w alkoholu jest coś dobrego, bo nie ma tam nic z tego co mi wmówiono. Żadnej odwagi, dobrej zabawy, śmiechów, tańców czy fajnych gadek. Nie dam się okłamać, bo po Programie 12 Kroków AA jestem innym człowiekiem. Jestem świadoma co naprawdę jest w alkoholu. Jestem mądra bo odróżniam dobro od zła, jestem odważna bo działam pomimo strachu, jestem pokorna bo znam swoje zalety i wady, korzystam z pomocy i nie porównuję się z innymi. Jestem także bardzo wdzięczna za wszystko co mam i co mnie spotyka, nawet jak rozboli mnie ręka, noga czy kręgosłup, to będą się cieszyć, że ma mnie co boleć, bo po pijaku mogłam je stracić lub przetrącić.
Dziękuję Bogu za Wspólnotę AA i Program 12 Kroków, który jak ktoś powiedział ,,jest nie z tej ziemi”. Dziękuję Bogu za moją Sponsorkę i jej Sponsorkę, za moją Podopieczną i wszystkich Przyjaciół z AA. Dziękuję Bogu, że żyję w trzeźwości i mogę dzisiaj być dobrą matką, córką, siostrą, przyjaciółką, ciocią, sąsiadką itd…
Po prostu jestem dobrym człowiekiem.
Natalia
…….……………………………………………………………………
Mam na imię Małgorzata i jestem alkoholiczką. Dziś, kiedy piszę te słowa, zbliża się moja druga rocznica trzeźwości. Dwa lata bez picia, bez obsesji, bez wewnętrznego piekła, które przez lata było moją codziennością. To cud – cud, za który każdego dnia dziękuję Bogu. Bogu, w którego nie wierzyłam, którego kiedyś obwiniałam za całe moje życie. Dziś wiem, że to On mnie uratował, gdy ja sama już się poddałam.
Pochodzę z rodziny alkoholowej. Moi rodzice od zawsze pili. Pamiętam dom pełen hałasu, imprez, butelek, a obok tego – ja mała dziewczynka, przerażona i zawstydzona. Mój tato po alkoholu był agresywny, nieobliczalny. Bałam się jego kroków, bałam się spojrzeń. Wstydziłam przed znajomymi. Mama próbowała wszystko jakoś „utrzymać”, ale z czasem i ona uciekając przed rzeczywistością wybrała życie z alkoholem.
Już jako dziewczynka obiecywałam sobie, że nigdy nie będę jak rodzice. Że moje dzieci będą miały normalny dom, że będę inna, że będę dobra. Ale dokonałam innego wyboru, tak jak rodzice zaczęłam pić – nie znałam innych sposobów radzenia sobie z emocjami, stresem, życiem. Zakłamywałam sobie swoje picie, usprawiedliwiałam na różne sposoby. Już jako 13 latka piłam, najpierw na „imprezach”, potem przy okazji, potem z bezsilności, a na końcu piłam już bez okazji, bo nie mogłam inaczej. Piłam, żeby nie czuć, żeby zapomnieć. Żeby nie widzieć i nie czuć tej okropnej pustki w sobie, chciałam umrzeć, bo nie widziałam rozwiązania.
Moim rodzicom zależało, żebym wyniosła z domu pewne wartości, ale nie zawsze wiedzieli, jak je przekazać. Nie nauczyli jak budować relacje, jak kochać siebie, innych ludzi, jak być dobrą mamą, żoną, kobietą. Nie znali wdzięczności. Nie przekazali mi tego, bo sami tego nie mieli, nie byli świadomi i choćby nawet chcieli to nie potrafili mi tego dać. Więc poszłam w życie dorosłe z pokruszonymi cegłami, które od nich otrzymałam i na tym budowałam swoje życie.
Założyłam rodzinę – miałam męża, cudowne dzieci. Próbowałam być mamą, próbowałam kochać, dbać, budować dom. Taki o jakim zawsze marzyłam, pełny spokoju, poczucia bezpieczeństwa, miłości i stabilności. Ale nie potrafiłam. Alkohol coraz bardziej zabierał mi wszystko, co cenne. Z każdym ciągiem byłam coraz dalej od nich, a coraz bliżej dna. Nie chciałam być taka jak rodzice, więc wymyśliłam sobie depresję i inne choroby, by tylko nie przyznać się, że jestem alkoholiczką. Odeszłam od męża, dzieci zostały z nim. Poczucie winy było nie do zniesienia, alkohol okłamywał mnie, że znajdę w nim rozwiązanie. Uwierzyłam i zostałam sama. Bez rodziny, bez pieniędzy, bez dachu nad głową, bez godności. I nawet wtedy wciąż piłam. Bo nie umiałam inaczej, tylko to znałam.
Z czasem przestałam siebie poznawać. Nie wiedziałam, kim jestem. Gubiłam się w sobie. Patrzyłam w lustro i zastanawiałam się co ja ze sobą zrobiłam. Nienawidziłam luster, a raczej tego co w nich widzę. Lustro przestało pokazywać człowieka – widziałam w nim tylko ruinę i rozpacz. Czułam nienawiść do siebie. Zaczęłam próbować różnych terapii, sposobów, obiecywałam sobie zmiany, szukałam pomocy – ale wszystko kończyło się tym samym: jeszcze gorszym ciągiem, jeszcze większą rozpaczą. Aż przyszedł dzień, w którym już miałam tego dość.
Napisałam list pożegnalny. Połknęłam tabletki, które przepisywali psychiatrzy, wypiłam alkohol – chciałam umrzeć. Już nie miałam siły walczyć. Nie widziałam sensu. Ale Bóg miał inny plan. Przeżyłam. Nie wiem jak. Ale dziś wierzę, że to był Jego cud. Że właśnie wtedy, kiedy ja sama nie widziałam już światełka, On tchnął we mnie życie.
Jakiś czas później trafiłam do wspólnoty AA. Przerażona, załamana, zrezygnowana, przestraszona, z resztką nadziei na ratunek. I tam usłyszałam: „Jest rozwiązanie. Możesz być szczęśliwa.”
Nie uwierzyłam. Nie przyszłam po szczęście – ja tylko chciałam przestać pić. Ale zostałam. Krok po kroku, z pomocą sponsorki, wspólnoty i programu 12 kroków zaczęłam się podnosić. Wierzyć. Odzyskiwałam siebie. Dziś wiem, co to wdzięczność, pokora, służba, prawda o sobie. Dziś znam siebie i wiem, po co żyję.
Zaczęłam chodzić na mityngi. Słuchałam kobiet i mężczyzn, którzy mówili rzeczy, które dotyczyły również mnie – moje uczucia, moje doświadczenia, moje cierpienie. Zobaczyłam, że nie jestem już sama. Że są ludzie, którzy rozumieją, nie oceniają. I pierwszy raz w życiu poczułam się bezpieczna, zaakceptowana, poczułam spokój i nadzieję, że ja też mogę być szczęśliwa.
Krok po kroku, dzień po dniu, zaczęłam żyć. Bóg dał mi sponsorkę. Zaczęłam pracę nad sobą – uczciwie z prawdą i z nadzieją. Zaczęłam się modlić – nieudolnie, niepewnie, ale codziennie. Bóg, którego kiedyś się wypierałam, stał się moją siłą, moim fundamentem, moją opoką. Dziś mogę z czystym sercem powiedzieć: to Bóg przywrócił mi życie. I robi to każdego dnia. Był przy mnie nawet wtedy, gdy się go wypierałam i miałam za nic.
Dzięki programowi 12 kroków odzyskałam siebie. Przestałam uciekać. Zaczęłam stawać w prawdzie – o sobie, o swojej historii, o swoich błędach. Zaczęłam przebaczać – innym i sobie. Zaczęłam żyć z wdzięcznością. Codziennie dziękuję Bogu za wspólnotę, za ludzi, za trzeźwość, za to, że mogę się budzić i czuć spokój, a nie wstyd i strach i smród.
Dziś jestem obecna w swoim życiu, w życiu moich dzieci. Nie potrzebuję alkoholu, żeby żyć.
Mam relację z Bogiem, która daje mi spokój i siłę. Mam kontakt z dziećmi. Mam przyjaciół, wspólnotę, dach nad głową. Mam siebie – prawdziwą, spokojną, trzeźwą.
Moje życie w AA opiera się teraz głównie na korzystaniu z pomocy – sponsorki, wspólnoty, oraz programu. Dzięki temu, że korzystam z pomocy każdego dnia uczę się czegoś nowego, zdobywam doświadczenia i staję się coraz bardziej świadoma siebie. To, co kiedyś wydawało się niemożliwe, teraz staje się realne – mam możliwość zmiany swojego życia na lepsze. Kiedyś uważałam, że proszenie o pomoc jest oznaką słabości, że powinnam sama sobie radzić. Dziś wiem, że prosząc o pomoc idę po – MOC! I nie ma to nic wspólnego ze słabością. A w samoradzeniu to tylko stoczyłam się na dno. Jestem wdzięczna za to, że mogę to dziś widzieć i korzystać z pomocy, bo dzięki niej codziennie rozwijam się i umacniam w trzeźwości.
Każdego dnia staram się służyć – innym alkoholikom, nowicjuszkom, wspólnocie. Oddać choć ułamek tego, co dostałam. Bo dostałam wszystko.
Nie marzyłam nawet o takim życiu. Ale ono jest – i wiem, że zawdzięczam je Bogu, mojej sponsorce, Programowi i przyjaciołom z AA.
Małgorzata L. – szczęśliwa alkoholiczka zdrowiejąca na programie 12 kroków AA
…….……………………………………………………………………
Nowe, lepsze, trzeźwe życie
Wychowałam się w rodzinie, w której może alkohol nie był obecny w codziennym życiu, ale był zawsze istotnym elementem wszystkich uroczystości, świąt, każdych spotkań towarzyskich. Rosłam w świadomości, że jest czymś normalnym, używanym do celebrowania ważnych momentów i spotkań międzyludzkich. Poza tym pamiętam, że jako dziecko miałam ciekawość poznawczą i ciągnęło mnie w jego kierunku. Wspominam moment, kiedy po imieninach jako mała dziewczynka spijałam resztki z kieliszków. Moja siostra wychowana w takich samych warunkach nigdy tego nie doświadczyła. W moim domu traktowano alkohol również jako środek leczniczy, proponowany mi np. na ból brzucha. Ja byłam pierwsza do takich praktyk. Tak też od najmłodszych lat rysował mi się błędny obraz alkoholu. Pamiętam, że przez całe życie porównywałam się z innymi. Nigdy nie czułam się zbyt dobra, zbyt mądra, zbyt ładna. Jak mi ktoś powiedział na osiedlu, że moja czapka wygląda jak worek na kartofle, to natychmiast ją zdejmowałam i przeżywałam to płacząc. A to był model czapki narciarskiej, coś co moja siostra nosiła z uniesioną głową. Odkąd sięgam pamięcią mama porównywała mnie ze starszą siostrą. Mówiła, żebym brała z niej przykład, że lepiej się uczy, więcej czyta, otacza się właściwymi koleżankami. Jak w liceum dostałam trójkę, to wracałam do domu z płaczem, bo bałam się przyznać mamie. Teraz wiem po przepracowaniu programu 12 kroków, że robiła to, bo nie umiała inaczej, powielała swoje stereotypy i w ten sposób chciała mnie zmotywować. Niestety rezultat był zupełnie odwrotny. Wyrosłam w poczuciu gorszości, niepewna siebie, zalękniona, z przeświadczeniem, że nic nie jestem warta. Ot co – „zepsuty model” – i tak egzystowałam w poczuciu wstydu do swojej niedoskonałości. W wieku 17 lat zaczęłam pić sporo alkoholu. Otaczałam się ludźmi, którzy tak samo jak ja lubili imprezować, włóczyć się po pubach. Śmialiśmy się z ludzi, którzy odmawiali alkoholu, nazywaliśmy ich sztywniakami i odmieńcami. Na studiach, mieszkałam w akademiku, gdzie też był wszechobecny alkohol, z dala od domu, bez kontroli… I tak pogłębiało się moje uzależnienie od tej substancji chemicznej. Początkowo alkohol dawał mi błędne poczucie wolności, że mogę wszystko. Wydawało mi się, że jestem zabawniejsza, mądrzejsza, towarzyska, że ludzie mnie lubią. Myślałam, że dzięki niemu uwalniam się od swoich smutków, wątpliwości, poczucia, że jestem gorsza od innych. Nie wiedziałam na tamten czas, że SPADAM… To wszystko co wtedy sobie wyobrażałam, jaką wartość przypisywałam tej truciźnie, powodowało, że nie dałam sobie szansy na szczęśliwe, radosne życie. Kiedy miałam 23 lata zmarła moja mama, było to dla mnie bardzo wstrząsające przeżycie. Zwłaszcza, że zachorowała nagle i w ciągu roku już jej nie było. Byłam zagubiona niby dorosła, lecz kompletnie nieprzygotowana do życia. Mój tata bardzo szybko związał się z drugą kobietą i wyprowadził się z rodzinnego domu. Piłam coraz więcej, zwłaszcza w ukryciu przed innymi. Moje małżeństwo miało być ucieczką przed samotnością i wydawało mi się, że odnajdę w sobie wartość poprzez miłość do drugiego człowieka. Nie udało mi się to, bo nie można odnaleźć wartości swojej w drugim człowieku. Nie dbałam nigdy o siebie, o swoje marzenia, lecz starałam się wszystkim dogodzić. Tak, żeby wszyscy byli zadowoleni: tata i jego żona, moja siostra, mój mąż. Na pozór wydawało się, że wszystko u mnie jest w porządku, ale w środku mnie wszystko krzyczało. Byłam coraz smutniejsza, przygnębiona, a nastrój regulowałam sobie przez alkohol. Przez większość życia nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Skończyłam studia, ale nie czułam się zbyt dobra, żeby szukać pracy w swoim zawodzie. Dopisałam do tego teorię (żeby lepiej się czuć), że nie chcę pracować w takim otoczeniu. Mieszkałam w wielu miejscach w Polsce i na świecie. Nigdzie nie czułam się zbyt dobrze, nie umiałam być szczęśliwa, cieszyć się z czegokolwiek. A jak opuściłam to miejsce, to żałowałam. Tęskniłam i zarzucałam sobie, że źle zrobiłam. Użalałam się nad sobą i upijałam się w samotności. Myślałam, że nikt nie widzi tego, że wszystkich wkoło udaje mi się świetnie oszukiwać. Było jednak inaczej, żyłam wtedy w jakiejś wyimaginowanej rzeczywistości. Najbardziej oszukiwałam i krzywdziłam sama siebie. Udowadniałam sobie, że alkoholizm mnie nie dotyczy – przecież pracuję, jeżdżę samochodem, potrafię dużo rzeczy zrobić, zadbać o dom. Prawda była taka, że z niczym sobie nie radziłam, zwłaszcza z emocjami. Wszystko w sobie ukrywałam i cierpiałam w samotności. Bo nie umiałam się otworzyć, stawić czoła prawdzie. Obiecywałam sobie, że przestanę pić – od jutra, za tydzień – i tak w kółko, lecz wszystko na nic, bezskutecznie. Podczas pandemii po raz pierwszy przyznałam się mojej siostrze, że jestem alkoholiczką. Pierwszy raz wtedy powiedziałam to głośno do kogoś i do samej siebie. Moja siostra bardzo chciała mi pomóc, znalazła terapeutkę, opłacała sesję. Jednak nie znalazłam tam skutecznej pomocy. Mówiłam co chciał terapeuta i tak koło się zamykało. Potrafiłam zachować abstynencję, ale nie czułam się dobrze. Fizycznie może odczuwałam poprawę, ale duchowo czułam się źle. I co jakiś czas znów sięgałam po alkohol. Nie potrafiłam przestać pić i nie rozumiałam dlaczego. Wydawało mi się, że dla mnie nie ma już ratunku. Wiele razy myślałam o śmierci. Alkohol zabrał mi marzenia, poczucie wartości, wzmocnił wszystkie moje kompleksy, słabości. Myślałam, że nic dobrego mnie już nie czeka, może być tylko gorzej. Na szczęście się myliłam. Moja siostra się nie poddawała i któregoś dnia wysłała mi link do AA. Namówiła mnie, żebym spróbowała, wypełniłam dane i za niecałe 24 godziny skontaktowała się ze mną kobieta, która opowiedziała mi w skrócie na czym polega wspólnota AA, opowiedziała trochę o sobie. Już wtedy nawiązała się między nami taka więź duchowa. Może nie od razu, ale po jakimś czasie przyszłam na pierwszy miting. Myliłam się w swoich wyobrażeniach o takim miejscu. Spotkałam tam ludzi radosnych, przyjaznych, otwartych na drugiego człowieka. Pierwszy raz od dawna poczułam jakąś nadzieję, zobaczyłam światełko w tunelu. Byłam wśród ludzi takich samych jak ja, ani lepszych ani gorszych. Utożsamiałam się z ich historiami i zapragnęłam w sercu też taka się stać – dumna, wyprostowana, pewna siebie i pokorna we właściwym tego słowa znaczeniu. Kobieta, która się ze mną skontaktowała, została moją sponsorką, z którą zaczęłam swoją nową podróż poprzez program 12 kroków do lepszego, nowego życia. Był to piękny czas, chwilami trudny i bolesny, ale przyniósł mi wewnętrzne oczyszczenie. Wiele się nauczyłam i dowiedziałam o sobie. Poznałam swoje słabości, które były przyczyną mojej choroby, ale poznałam także swoje zalety, które zaczęłam doceniać. Nikt nigdy nie poświęcił mi tyle swojego czasu, uwagi, zrozumienia bezinteresownego co moja opiekunka, sponsorka. Z jej pomocą odnalazłam w sobie wartość, wzmocniłam więź z moim Bogiem. Byłam zawsze wierząca, ale moja wiara była bardzo powierzchowna, chwiejna. Teraz wiem, że jeśli będę żyć każdego dnia programem 12 kroków, w prawdzie i zaufaniu do mojego Boga, będę prosić o pomoc moją sponsorkę i z niej korzystać, to nie wrócę do chlania, nie zamienię swojego życia w piekło i nie wpadnę w dno, którego kiedyś dotknęłam…
Pełna wdzięczności, zdrowiejąca alkoholiczka
…….……………………………………………………………………
„Jestem szczęśliwą alkoholiczką — żyję tu i teraz”
Moje pierwsze najbardziej odległe wspomnienie z dzieciństwa to noc, pijany awanturujący się ojciec i ja wystraszona z moją ciężarną mamą w łóżku. Miałam wtedy 4 lata od tego czasu strach i niepokój towarzyszył mi zawsze. Również alkohol towarzyszył mi zawsze, bo mój ojciec był alkoholikiem, którego się bałam i za którego się wstydziłam. Od najmłodszych lat byłam potrzebna do pomocy mamie i mojemu młodszemu rodzeństwu. Dlatego szybko musiałam dorosnąć. Z mojego dzieciństwa nic radosnego nie pamiętam jedynie to kiedy uciekałam, żeby się schronić przed pijanym ojcem u moich dziadków. To właśnie u nich czułam się spokojna i bezpieczna. Tam byłam szczęśliwa, bo wiedziałam, że mnie ochronią . Te chwile skończyły się gdy przeprowadziłam się w wieku 7 lat z moimi rodzicami i dwójką rodzeństwa (bliźniakami) do odrębnego domu. Zostałam sama na długie lata, z których pamiętam ciągle pijanego ojca, awantury, przemoc i strach. Bałam się go i bałam się o mamę. Nie chciałam sprawiać dodatkowego kłopotu, dlatego robiłam wszystko, tak jak chcieli tylko po to, żeby był spokój. To, co działo się w naszym domu, w nim miało pozostać. Nie mówiłam o tym. Nauczono mnie, że w rodzinie załatwia się wszystkie problemy a obcy mogą tylko wykorzystać i wyśmiać nasze kłopoty. Na każdą niedzielę czy święta ojciec miał przygotowaną wyprasowaną czystą koszulę i jedliśmy obiad, po którym on już wracał do picia, ja w poniedziałek szłam do szkoły, z której miałam przynosić najlepsze oceny. Tak też było, przynosiłam same piątki i świadectwa z paskiem. Nikt z moich rówieśników do mnie nie przychodził, bo nigdy nie było dobrego czasu ze względu na tatę i obowiązki mamy, która musiała poradzić sobie z wychowaniem trójki dzieci . Ja pamiętając szczęśliwy czas u moich dziadków, po wykonaniu wszystkich obowiązków chowałam się w cichym koncie domu i tam udając, że mam czarodziejski ołówek, rysowałam świat, o jakim marzyłam. Świat, który powstawał w mojej głowie, w którym byłam bohaterką, byłam silna, broniłam mamy i rodzeństwa, znajdowałam skarby, które miały rozwiązać nasze problemy finansowe. Wtedy już wiedziałam, że nigdy nie będę taka jak mój ojciec. Kiedy już miałam własny pokój, czytałam książki, marzyłam, przenosiłam się w inny świat. Dzisiaj wiem, że to życie w głowie, tworzenie scenariuszy, życie poza rzeczywistością. Tam byłam odważna, szczęśliwa, nie bałam się. W świecie rzeczywistym wstydziłam się, czułam się gorsza, mówiłam po cichu, tylko to, co mogłam powiedzieć, żeby nie było problemów. Tak dorosłam, że ze szkoły podstawowej trafiłam do średniej. Było to z jednej strony wybawienie, bo mogłam zapomnieć o tym, co działo się w domu. Tam byłam zdolną, utalentowaną młodą dziewczyną — nikt nie wiedział, jaka jestem w rzeczywistości, co ukrywam, czego się wstydzę, jak bardzo czuję się gorsza. Dlatego uczyłam się dużo, pomagałam. Również spędzałam czas poza domem, wreszcie z rówieśnikami. Byłam zawsze pozornie spokojna, uśmiechnięta, miła, uczynna, pomocna. W tym czasie manipulacja, kłamstwo i udawanie towarzyszyły mi cały czas. Byłam taka, jak chcieli inni, jak wypadało — umiałam dostosować się do każdej sytuacji, by być lubianą. Nie piłam alkoholu, ale miałam już pierwsze doświadczenia z próbowaniem i upiciem się. Alkohol towarzyszył mi w domu i poza nim, bo takie towarzystwo wybierałam. Stopniowo stał się potrzebny również mnie, żeby lepiej się poczuć. Wtedy zapomniałam, że to właśnie alkohol odebrał spokój i radość w moim domu. Początkowo nic nie zauważyłam, a on podstępnie wchodził w moje życie. Ja zajmowałam się relacjami w moim domu: mamą, rodzeństwem, szukaniem pomocy w leczeniu choroby alkoholowej dla taty, z której nigdy nie skorzystał. Byłam zajęta innymi, nie sobą, cały czas wykazywałam się. Chciałam wszystko w mojej rodzinie dopasować do swoich oczekiwań, do tego, co wyrysowałam w dzieciństwie i wyczytałam, do scenariuszy w mojej głowie. Żyłam tak przez całe lata, udowadniając, że się da inaczej, wierzyłam, że mogę zmienić innych. Zawsze też chciałam być w tym, co robię, najlepsza, potrzebowałam pochwały, uznania, poklasku. Jeśli go nie miałam, wykazywałam się dalej i więcej. Nie miało znaczenia, czy były to działania w dobrym, czy złym kierunku — musiałam być najlepsza albo najgorsza, ale zauważona i pochwalona. Tylko tak czułam się ważna, wartościowa. Kiedy tego nie miałam, użalałam się nad sobą, czułam się nikim. Wszystko też musiałam robić sama, bo uważałam, że robię to najlepiej. Byłam samotna, ale nie mówiłam o tym — ukrywałam, w samotności płakałam i robiłam kolejne plany. Alkohol pojawił się w moim własnym życiu legalnie, kiedy skończyłam 18 lat, a na stałe — kiedy wyszłam za mąż. W moim środowisku i rodzinie nikt nie miał świadomości, że upijanie się to skutek nieradzenia sobie z emocjami, wadami, obsesjami, co w konsekwencji prowadzi do uzależnienia. Ja wtedy też tego nie wiedziałam. Nie wiedział tego też mój mąż, którego poznałam i który miał mi zapewnić świat, o jakim marzyłam i jaki sobie wymyśliłam. Kiedy przyszła na świat moja córka, starałam się zapewnić jej wszystko, czego ja nie miałam. Wtedy w ogóle nie piłam, tylko wykazywałam się podwójnie i chciałam stworzyć dla niej dom, w którym będzie szczęśliwa. Myślałam, że dam radę sama. Kiedy nie potrafiłam, cierpiałam, obwiniałam innych, obwiniałam też mojego Boga, który nie dawał mi tego, co chciałam. W końcu obraziłam się na Niego i żyłam po swojemu. I tak, żyjąc po swojemu, nie zauważyłam, jak uzależniłam się od alkoholu i stałam się taka jak mój ojciec, który pił przez całe życie, przestał dopiero, gdy zachorował i umarł. Tak jak on wprowadziłam strach do mojego domu, smutek i rozpacz mojej córki. Początkowo nie widziałam tego, później udawałam, że nie widzę. Tak minęło 8 lat. Kiedy zrozumiałam, że nie mogę przestać pić i przetrwać bez alkoholu jednego dnia, poczułam wielki strach i samotność, nie wiedziałam, co robić. Jedyne, co na tamten czas potrafiłam, to oszukiwać się, że od jutra przestanę, ale nie przestawałam. Przez trzy lata piłam codziennie bardzo duże ilości mocnego alkoholu, piłam w samotności, żeby nikt nie widział. Myślałam, że nie widać, utrzymywałam pozory, co umiałam robić, bo od dziecka tak żyłam. Miałam córkę, męża, który pracował za granicą, dom, pracę, samochód. Ale nic mnie nie cieszyło i nie umiałam przestać pić. Nikt mnie nie rozumiał, a moje życie nie układało się tak, jak zaplanowałam. Czym bardziej się starałam, tym bardziej czułam się niedoceniana, niezrozumiana, niekochana. Nie działał żaden zaczarowany ołówek, a Bogu sama zamknęłam drzwi. Piłam coraz więcej i nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje. Nie potrafiłam być szczęśliwa — nie zapewniły mi tego szkoły, tytuły, ubrania, wygląd. Nie zapewnił mi tego alkohol, on przyniósł w moim życiu ból i cierpienie. Oszukał mnie, a ja sięgnęłam dna jako kobieta, matka, żona. W tym czasie miałam 50 lat, gardziłam sobą i nie widziałam dla siebie żadnej przyszłości. Wiedziałam, jak bardzo zawiodłam córkę, która robiła wszystko, żeby mi pomóc, a ja dalej piłam. Dopiero gdy usłyszałam, że moje dziecko nie chce żyć z mojego powodu, przypomniałam sobie siebie i to, jak ja chciałam przestać żyć z powodu mojego ojca. Wtedy postanowiłam, że dla niej spróbuję. Mój ojciec tego nie zrobił, ale ja mogę. Zaszyłam się na 8 miesięcy, później na kolejne 8 i jeszcze na kolejne. Pilnowałam abstynencji, pracowałam więcej, żeby nie myśleć, brałam kolejne zadania, biegałam, ćwiczyłam. Na nowo zajmowałam się wszystkimi. Cały czas miałam uśmiech przyklejony do twarzy i coraz większą pustkę w środku. Funkcjonowałam, nie piłam fizycznie, ale też nie żyłam normalnie. Nadal nie wiedziałam, co zrobić, żeby chociaż na krótko poczuć szczęście i spokój. W tamtym czasie myślałam, że już tak zostanie, że ja na nic innego nie zasługuję. Jednak 9 lipca 2023 roku wszystko się zmieniło — trafiłam do Wspólnoty AA szukając pomocy dla innej osoby i usłyszałam, że jest rozwiązanie, że jest łatwiejsza, łagodniejsza droga. Wtedy pierwszy raz powiedziałam na głos, że jestem alkoholiczką i poczułam wielką ulgę. Usłyszałam doświadczenia innych, które były takie same jak moje. Po raz pierwszy poczułam, że jest ktoś, kto mówi o tym, co ja czuję, i zrozumiałam, że nie jestem sama. W tym dniu wiedziałam, że przyjdę na kolejny miting. Przyszłam i jestem do dzisiaj. To już dwa lata, kiedy zdrowieję z choroby alkoholowej i ponad pięć, kiedy jestem trzeźwa. Wreszcie robię coś dla siebie i jestem szczęśliwa. Jak do tego doszło? Na dzisiaj to wiem. To mój Bóg dał mi szansę na nowe życie — ten sam, od którego ja się odwróciłam. On posłużył się drugim człowiekiem, dla którego trafiłam na miting. Dał mi też drugą Alkoholiczkę, która jest narzędziem w Jego rękach i przez którą On dla mnie działa. Mój Bóg był przy mnie cały czas, nie pozwolił, żeby moje życie się skończyło, bo ma dla mnie plan, najlepszy z możliwych, którego nie było w przeczytanych przeze mnie książkach i w wymyślonych scenariuszach. We Wspólnocie, od drugiej Alkoholiczki, mojej Sponsorki, którą poprosiłam o pomoc, dowiedziałam się, że jeśli będę podążała za tym planem i wolą Mojego Boga, to będę szczęśliwa. I ja w to uwierzyłam. Uwierzyłam drugiej Alkoholiczce, takiej samej jak ja, która jest dalej w drodze. Nie miało znaczenia, że jest dużo młodsza ode mnie, bo ja zapragnęłam mieć to, co ona już miała. Zapragnęłam żyć lepiej. Z nią przepracowałam Program 12 Kroków i dostałam rozwiązanie na moje problemy, dostałam receptę na szczęście. Omawiając program, zobaczyłam, jak bardzo jestem bezsilna wobec alkoholu i jak nie radzę sobie ze swoim życiem. Niby wszystko na pierwszy rzut oka działało, ale to były tylko pozory. To ja nie potrafiłam działać dla siebie, nie umiałam zajmować się sobą. To, z czym sobie nie radziłam, odkładałam i przysłaniałam kolejnymi zadaniami oraz zajmowaniem się innymi. Dowiedziałam się, że nie mam wpływu na to, jak żyją inni, ale mam wpływ na siebie. Dowiedziałam się, że jest Siła Większa ode mnie, której mogę oddać i powierzyć to, z czym sobie nie radzę, na co nie mam rozwiązania. Że nie muszę już walczyć i walić głową w mur, bo to prowadziło mnie do picia. Poznałam też inne przyczyny — moje wady i obsesje, które powodowały, że sięgałam po alkohol. Zobaczyłam, jakie mam zalety, talenty i jak dużo otrzymałam dobrych cech, których do tej pory nie widziałam, które, jeśli tylko zechcę, mogę pielęgnować i doskonalić. Pokazała mi to druga Alkoholiczka, omawiając ze mną kolejne kroki programu. Dzięki temu po raz pierwszy zaczęłam poznawać siebie i zajmować się sobą. Pokazywała mi prawdę o mnie i o moim życiu. Dowiedziałam się, co to jest pycha, a co pokora, zobaczyłam, jakie są główne przyczyny mojej rozpaczy, bólu i w efekcie picia. Co najważniejsze — zobaczyłam, jak wiele w moim życiu zakłamałam i nie doceniałam tego, co miałam. W swojej głowie stworzyłam świat, który nie istniał, ułożyłam plan dla siebie i wszystkich dookoła. Ale też poczułam, że widząc, jak jest naprawdę, mogę naprawiać i działać. Mogę żyć inaczej i co najważniejsze — nie jestem już sama. Zrozumiałam też, że mam drugą szansę od mojego Boga, który był przy mnie zawsze, i że to On ma dla mnie plan, najlepszy jaki może być. Ja mam tylko za nim podążać i żyć wartościami, których w moim życiu brakowało. Brakowało ich też w życiu moich rodziców, bo nie miał im kto ich przekazać. W rodzinnym domu miałam co jeść, miałam ubrania, podwórko, swój pokój, rodzeństwo, później męża, pracę, zdrowie. Urodziłam córeczkę, skończyłam studia i wiele mogłabym wymieniać, ale nie miałam wdzięczności. Cały czas chciałam czegoś innego, miałam oczekiwania i wymagania, i jeśli nie dało się ich osiągnąć, byłam nieszczęśliwa, rozczarowana, czułam się gorsza. Jeśli coś się udało, chciałam pochwały, uznania, a jak tego nie było, czułam zawód, złość i też czułam się gorsza. Byłam nieszczęśliwa i żeby zapomnieć, zakłamać rzeczywistość, piłam alkohol. Takie rozwiązanie wybrałam. Nikt mnie do tego nie zmuszał. To ja jestem za to odpowiedzialna i to też zrozumiałam pracując z moją Sponsorką na Programie. Kiedy zobaczyłam w prawdzie swoje życie, mogłam wreszcie zamknąć przeszłość. Uwolniłam się i rozpoczęłam nowe życie oparte na solidnym fundamencie — opartym na prawdzie, spokoju, miłości, pokorze i szacunku. Dzięki mojej Sponsorce i Wspólnocie AA dzisiaj jestem trzeźwą, zdrowiejącą alkoholiczką, odzyskałam godność, spokój i radość. Dzisiaj moja córka nie musi być moją matką, ponieważ jestem odpowiedzialna i świadoma. Mamy wreszcie prawidłowe relacje, odzyskałam jej zaufanie i mogę być dla niej wsparciem, kiedy mnie potrzebuje. Jestem też dobrą żoną i szanującą się kobietą. Do mojego domu wnoszę spokój, nie strach i agresję, jak to robiłam, kiedy byłam pijana. Mam pomoc, potrafię o nią prosić i z niej korzystać. Nie jestem już w samo radzeniu, które w starym życiu zaprowadziło mnie na samo dno. Mam pomoc drugiej Alkoholiczki — bezinteresowną, za darmo i cały czas. Mam doświadczenia moich Przyjaciół ze Wspólnoty. Sama niosę przesłanie AA i mam zaszczyt być Sponsorką. Budzę się rano z wdzięcznością za kolejne trzeźwe 24 godziny. Wreszcie żyję tu i teraz, w 24 godziny, według najlepszego scenariusza, jakim jest Program 12 Kroków, dzięki któremu mogę podążać za wolą mojego Boga.
Jolanta
…….……………………………………………………………………
Nareszcie jestem bogata!
Mam na imię Magdalena i jestem alkoholiczką. W dzisiejsze 24h jestem szczęśliwą, zdrowiejącą alkoholiczką, która żyje programem 12 Kroków Anonimowych Alkoholików.
Przychodząc do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików myślałam, że to najgorsze co mogło mnie spotkać, było mi strasznie wstyd i bałam się. Nie wiedziałam wtedy, że Bóg jakkolwiek ja go pojmuję, ratuje moje życie i moich dzieci, bo chce dla mnie jak najlepiej. W tamtym czasie myślałam, że wszystkie straszne rzeczy, których doświadczam, to kara boska i konieczność spędzania czasu w AA jest właśnie jedną z nich. Uważałam, że może to całe AA jest dobre, ale dla nieudaczników życiowych, a nie takich kobiet jak ja.
Miałam 39 lat, wyższe wykształcenie, świeżo skończoną podyplomówkę, samodzielnie wychowywałam dwóch nastoletnich synów, pracowałam na dwa etaty, miałam własne mieszkanie, ale wynajmowałam lepsze, większe i w lepszej dzielnicy. Czułam się gorsza jedynie z tym, że nie miałam męża, bo moje małżeństwo rozpadło się z po 2 latach. Jednak wszystko co posiadałam osiągnęłam sama i uważałam, że bardzo dobrze sobie w życiu radzę. Jedyne czego nie potrafiłam to po prostu nie pić alkoholu choć jeden dzień. Codziennie rano budziłam się i obiecywałam sobie, że dzisiaj nie napiję się alkoholu, choćby nie wiem co się działo. Wychodziłam z pracy o 15 i wchodziłam do sklepu po alkohol żeby pić do wieczora.
Bardzo byłam zła na mojego Boga, bo uważałam się za osobę wierzącą i setki razy modliłam się żebym przestała chlać, a On nic nie robił. Myślałam, że po prostu brakuje mi silnej woli.
Piłam bo nie mogłam spać, bo jestem sama, bo w pracy coś mi nie poszło, lub bo coś się udało, lub przez kogoś. Całe życie wszędzie miałam winnych temu co działo się w moim życiu.
Szukałam informacji w internecie jak przestać pić i po czym poznać, że jest się alkoholikiem. Zrobiłam kilka testów i znalazłam informacje o AA i historię kobiety, w której przeczytałam, że tylko w AA uzyskała pomoc i to zupełnie za darmo. Znalazłam też mitingi on-line, na które zaczęłam się łączyć i podałam swój numer telefonu na czacie, bo rozmowa z drugim alkoholikiem miała pomagać. Nie wiedziałam wtedy, że ma to być rozmowa z alkoholikiem będącym dużo dalej w drodze trzeźwienia i po przepracowanym programie 12 Kroków AA, a nie z osobą trzeźwą niewiele więcej ode mnie. Cieszyłam się wtedy, że za darmo, bez wychodzenia z domu inni nauczą mnie jak nie pić. Tak się jednak nie stało. Piłam dalej i otrzymywałam telefony od różnych osób w środku nocy, często w bardzo złych stanach co było straszne. Czułam się coraz gorzej. Nie wiedziałam co mam dalej robić, ale cały czas nie poddawałam się, mówiłam niemożliwe, że to nie działa na mnie skoro Wspólnota AA jest tyle lat i są ludzie, którzy nie piją. Kiedy kolejny raz zadzwoniła do mnie alkoholiczka z mitingu w internecie, powiedziałam jej, że to nie działa na mnie wcale, więc ona poradziła mi pójść osobiście na miting w moim mieście i poprosić kobietę o sponsorowanie, a nie być tylko na mitingu w sieci. Tak bardzo wtedy bałam się być sama w domu popołudniu, bo wiedziałam, że na pewno niedługo pójdę do sklepu po alkohol, że zostawiłam wszystko, znalazłam adres Wspólnoty AA, miting i pojechałam tam. Okazało się, że to była najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu!
Gdy trafiłam na moją grupę macierzystą, zobaczyłam uśmiechniętych ludzi i posłuchałam ich doświadczeń. W końcu okazało się, że jest rozwiązanie na moje problemy, mój ból, samotność i obsesję chlania. Poznałam kobietę, alkoholiczkę, która miała w sobie tyle spokoju, łagodności, dobroci i pewności, że jest rozwiązanie, że zapragnęłam ją poprosić o pomoc i przepracować program 12 Kroków jak najszybciej. Gdy się zgodziła poczułam ulgę i jednocześnie nadzieję, że to nie koniec mojego życia, ale dopiero początek, że będą zmiany. W tym dniu mój Bóg zabrał ze mnie obsesję chlania alkoholu. Wiedziałam, że nie jestem już sama i wierzyłam, że tu mi pomogą, że jestem we właściwym miejscu i grupie. Miałam postarać się nie pić alkoholu tylko jeden dzień, ale już nie sama.
Praca przy omawianiu programu ze Sponsorką to był piękny czas, kiedy dzień po dniu poznawałam siebie. Bóg działał dla mnie przez drugiego człowieka pokazując mi prawdę na temat mojego życia i świata wokół mnie. Przyczyną mojej choroby, śmiertelnej choroby jaką jest alkoholizm, były moje słabości, w tym pycha i to, że całe życie chciałam sobie sama poradzić. Picie alkoholu to był tylko skutek. Tak naprawdę całe życie nie radziłam sobie ze swoimi emocjami i w relacjach z innymi ludźmi. Kiedy pierwszy raz napiłam się alkoholu w wieku 16 lat, zaczęłam żyć kłamstwem, że substancja chemiczna, tak naprawdę trucizna ma rozwiązać moje problemy. Już jako dziecko czułam się inna, w każdej grupie albo lepsza albo gorsza od innych. Nigdy nie czułam się dobrze wśród rówieśników. Byłam jedynaczką, w moim domu miałam wszystko co tak naprawdę chciałam, ale nie miałam rodzeństwa. Tata pracował za granicą, nie było go ciągle, ale za to miałam zabawki i komputer. Miałam być grzeczna i miałam swój pokój, w którym spędzałam całe dnie na nauce i zabawie, tak żeby nie przeszkadzać dorosłym jak rozmawiali. Myślałam, że mam bogatą wyobraźnię, a tak naprawdę prowadziłam ze sobą rozmowy, wymyślałam sytuacje i żyłam w głowie. Uczyłam się bardzo dobrze, byłam świetna w sporcie i chodziłam na zajęcia z angielskiego i do szkoły pamięci, wygrywałam olimpiady. Często dostawałam nagrody, ale w domu nikt mnie nie chwalił. Zawsze słyszałam, że można było lepiej. Całe życie uważałam, że to co moje to jest gorsze. Ja sama sobie też się nie podobałam, bo miałam piegi i rudawe włosy. Jednak od dziecka wierzyłam w Boga, że jest ktoś tam w niebie, kto się mną opiekuje, wszystko wie i albo spełnia prośby albo daje kary. Lubiłam się do niego modlić modlitwami, których nauczyła mnie babcia. Ona opowiadała mi o Bogu i była bardzo religijna, a na każde urodziny zamawiała za mnie msze co roku do 20 r.ż w każde urodziny.
Jako nastolatka zaczęłam pić alkohol, żeby w końcu być częścią jakiegoś towarzystwa i zaczęłam też palić papierosy. Chciałam zwrócić na siebie uwagę w towarzystwie i zrobić na złość rodzicom, którzy nie poświęcali mi uwagi. Od początku nie umiałam pić małych ilości alkoholu, często nie pamiętałam co się działo i jak wróciłam do domu. Przestałam się modlić, uczyć się i byłam bardzo samotna i nieszczęśliwa mimo tych wszystkich znajomych. Nikt mnie nie rozumiał. Jedyne z czym sobie dawałam radę to nauka. Przyłożyłam się więc do matury, którą zadałam na piątki i szóstki. W domu nie było gratulacji, ale podobno słabo się starałam bo mogłam mieć same szóstki. Gdy poszłam na studia zaczęłam dużo pić alkoholu i chodzić na dyskoteki, bo chciałam poznać nowych ludzi. Nauka już też nie była czymś ważnym, nie zapewniała mi wartości.
Przestałam pić gdy zaszłam w ciążę. Myślałam, że może dziecko i mąż sprawią, że w końcu będę szczęśliwa. Może będzie łatwiej bo nie będę już sama, ale nie radziłam sobie w relacji z mężem i moje małżeństwo się rozpadło, ale jako młoda mama przynajmniej skończyłam studia. Rozwiązaniem na moje problemy i smutki miały być imprezy weekendowe, znajomi i alkohol. Kolejny mój związek trwał zalewie 1,5 roku i też w nim sobie nie radziłam. Nadal nie miałam prawdziwych przyjaciół tylko tych, którzy pili. Gdy znów pojawiła się szansa na rodzinę i byłam w kolejnej ciąży, postanowiłam przestać pić alkohol i chciałam spokojnego życia. Mój partner pił alkohol codziennie i postanowiłam zakończyć tą relacje dla dobra dzieci.
Okresy mojej abstynencji trwały z przerwami kilka lat. Pamiętam, że w tym czasie byłam nerwowa, agresywna, nieszczęśliwa i użalałam się nad sobą. Wszyscy byli winni moim problemom życiowym, rodzice, mąż, dzieci, znajomi, pracodawcy. Cały czas czekałam na jakąś okazję do picia alkoholu, imprezę, urodziny czy wycieczkę. W większości sytuacji nie potrafiłam powiedzieć dość, już wystarczy, piłam aż traciłam kontakt. Byłam agresywna i zaczepna do ludzi, z którymi piłam i często miałam problemy w towarzystwie. Po pewnym czasie nikt już nie chciał ze mną pić nawet jak stawiałam alkohol, ani nie zapraszano mnie na imprezy. Postanowiłam skończyć z piciem alkoholu i imprezami, a nowych ludzi poznać zaczynając uprawiać sport, czyli biegać i chodzić na siłownię. Zaczęłam obsesyjnie dbać o siebie stosując długie treningi i dietę. Miałam wiele obsesji, o których nie wiedziałam zanim nie zaczęłam pracy na programie 12 Kroków AA. Jednak gdy zaliczyłam testy sprawnościowe stwierdziłam, że trzeba zacząć robić coś innego, bo to mi jednak nie daje satysfakcji. Nie wiedziałam, że wtedy bardzo chciało mi się chlać. Zaczęłam znów spotykać się z osobami, z którymi kiedyś piłam. Myślałam, że teraz będzie lepiej, bo będę na pewno kontrolować picie. Przez krótki czas nawet się udawało, ale potem zaczęłam wracać do domu i chlać dalej sama ale tak żeby nikt nie widział.
W pracy zawodowej nie radziłam sobie, wyszukiwałam wszystko co jest nie tak, zawsze miałam problemy w relacjach ze współpracownikami albo uważałam, że zasługuję na lepiej płatną pracę. Prawda była taka, że ja nie przykładałam się do swojej pracy, ciągle byłam zajęta innymi, co o mnie pomyślą, albo tym czy pójdziemy do baru w weekend. W tym czasie piłam już codziennie sama w domu. Żeby przestać szukałam zajęcia na popołudnia i znalazłam pracę dodatkową.
Motywacją to zaprzestania picia alkoholu miała być zmiana pracy na lepiej płatną prawie 50km od domu. Udało mi się nie pić tylko przez pierwszy tydzień, później moje picie maskowałam częstymi zwolnieniami lekarskimi. Swoje dno osiągnęłam na jednym z nich gdy młodszy syn obudził mnie w Wielką Sobotę mówiąc, że jutro są święta, a my nie mamy co jeść i ma dosyć kebabów. Nie pamiętałam kilku dni wstecz, kiedy zamawiałam jedzenie i alkohol do domu. Obiecałam sobie, że poszukam pomocy bo sama nie dam rady, kiedy szłam do sklepu trzęsąc się i bojąc wszystkiego. Od dziecka myślałam, że spokojne życie i szczęśliwe jest wtedy kiedy jest praca, rodzina, mąż i zdrowe dzieci. Chciałam zawsze być dobrą żoną i wspaniałą matką. Wtedy zdałam sobie sprawę, że żoną nie byłam dobrą, ale matką jestem okropną, że moje dzieci cierpią, ja zwiodłam. Tak naprawdę nigdy nie odczuwałam własnej wartości.
Dzięki wspólnocie dzisiaj jestem trzeźwa już ponad 3 lata. Jestem dobrą matką dla moich dzieci, spokojną, ale stanowczą i konsekwentną. Synowie nie boją się mnie już i nie wstydzą. Dzięki programowi i pracy ze Sponsorką żyję dzisiaj wartościami takimi jak wiara, prawda, wdzięczność, spokój, pokora, odwaga, miłość i radość. Wiem co jest w życiu ważne i to mogę przekazywać dalej moim dzieciom. I to jest moje największe bogactwo! Jestem dobrą córką, przyjaciółką, można na mnie liczyć. Jestem Sponsorką, mam podopieczne i przekazuję dalej Program 12 Kroków pigułkę na szczęście. Mam cel w swoim życiu dzięki AA. Jeżeli w dzisiejsze 24h trzeźwość jest dla mnie najważniejsza i Bóg jest na pierwszym miejscu to wszystko jest na swoim miejscu.
Dzięki pracy na programie poznałam siebie i zamknęłam swoją przeszłość, przeprosiłam za to co zrobiłam złego. Nauczyłam się nie żyć przeszłością ani przyszłością, jak całe życie, ale w końcu dniem dzisiejszym tu i teraz. Jestem wdzięczna za to co mam i czuję się wybrana przez Boga, że mogę być narzędziem w jego rękach i przekazywać prawdę dalej. Mój Bóg był ze mną zawsze, opiekował się mną i moimi dziećmi. Dał mi narzędzia jak żyć żeby podążać za jego wolą. Dał mi Sponsorkę i grupę przyjaciół, oraz służbę w AA dzięki której moje życie dzisiaj ma sens. Mojej Sponsorce zaufałam szybko. Jest pierwszą osobą w moim życiu, która bezinteresownie poświęca mi czas, rozumie mnie i akceptuje taką jaką jestem. Grupa daje mi siłę duchową, a służba pokazuje w jakim punkcie zdrowienia jestem. Bóg dał mi też dobra materialne takie jak mieszkanie, czy pracę. Dzisiaj w pracy zawodowej ja się szanuję więc szanują mnie inni, jestem dobrym pracownikiem i mam postawę. Mój Bóg dał mi przede wszystkim spokój i rozwój. Kiedyś wartość miały mi zapewnić rzeczy, pieniądze, osiągniecia, wykształcenie, mąż, znajomi, dzieci czy wygląd. Wszystko to miałam i nie potrafiłam uszanować. Dzisiaj dotarłam w końcu do tego, że jestem wartościowa taka jaka jestem. Nic z zewnątrz nie zapewni mi wartości i szczęścia. Dzisiaj znam i kocham siebie samą. W końcu jestem szczęśliwa. To jest dla mnie największe bogactwo.
Magdalena
……………………………………………………………………………
Mam na imię Katarzyna i jestem alkoholiczką. – tak przedstawiam się na każdym mitingu Anonimowych Alkoholików od przeszło roku. Od tego też czasu nie miałam w ustach alkoholu ani innych świństw, którymi się szprycowałam, albo którymi szprycowali mnie lekarze.
Zanim przyszłam do wspólnoty, moje życie wyglądało jak jeden wielki bałagan, a ja byłam małą dziewczynką w ciele dorosłej kobiety. Pomimo wielu różnych terapii i licznych wizyt u psychiatrów, hipnoterapeutów i innych uzdrowicieli nikt nie był w stanie mi powiedzieć co mi dolega i czemu tak strasznie cierpię.
W tamtym czasie nie piłam prawie alkoholu. Mogłabym policzyć na palcach jednej ręki ile razy miałam go w ustach w przeciągu dziesięciu lat. Jednak ani leki, ani terapie nie przynosiły ukojenia a ja byłam tak bardzo nieszczęśliwa, że nie chciało mi się żyć.
Nie zorientowałam się nawet, jak na rok przed przyjściem do wspólnoty zaczęłam ponownie chlać. Bardzo szybko weszłam z powrotem w pijaństwo, które było moim udziałem przed trzydziestką. Na początku w ogóle tego nie rozumiałam, choć już w młodym wieku przychodziło mi do głowy, że coś z tym moim piciem jest nie tak, bo piłam codziennie po kilka piw a na imprezach uchlewałam się prawie do nieprzytomności. Wtedy też sięgałam po narkotyki i to w dużych ilościach.
Te dziesięć lat względnej abstynencji nie było podyktowane wolnym wyborem, tylko tym, że walczyłam wtedy o trzeźwość męża. Wszystkie słabości, które są przyczyną mojego sięgania po alkohol miałam wtedy pouruchamiane i tak naprawdę codziennie byłam nachlana na sucho (dowiedziałam się o tym w AA). Były w moim, teoretycznie trzeźwym życiu momenty, w których moje zachowanie było trudne do zniesienia nie tylko dla mnie ale też dla innych. Biegałam wtedy od kościoła do kościoła na modlitwy o uzdrowienie i liczyłam na cud, który sprawi, że będę sobie lepiej radzić. W tamtym czasie byłam w takim obłędzie, że wszystkich błogosławiłam, pouczałam i czułam się od wszystkich lepsza, prawie święta. Tak naprawdę dopiero we wspólnocie zrozumiałam, że ludzi miałam za gówno, wynosiłam się ponad nich i pyszniłam swoim nienagannym, tak mi się wydawało postepowaniem. W gruncie rzeczy czułam się bardzo samotna, nie rozumiałam życia, siebie, innych, nie widziałam celu i sensu w tym wszystkim. W mojej chorej głowie krążyły myśli, że Bóg na pewno spełni moją wolę. On jednak pokazał mi, że bez mojego wysiłku nie będzie w stanie mi pomóc. Po wielu latach nie picia znów sięgnęłam po alkohol.
Usprawiedliwiałam się wtedy, że przecież mam nad tym kontrolę, że mogę się czasem napić bo nie piję ciągami. Ciągle czułam się lepsza od rzeszy tych wszystkich pijusów, lejących pod siebie i śpiących gdzie popadnie. Nawet przez moment nie zaświtała mi wtedy myśl, że jestem alkoholiczką. Tak, w ciągu zaledwie roku od ponownego sięgnięcia po alkohol z jednej setki wódki lub dwóch piw w tygodniu zrobiła się butelka codziennie. Zaczęłam zmieniać rodzaj alkoholu na taki o niższym stężeniu procentowym. Potrafiłam jednak wypić w ciągu jednego dnia cztery wina a rano iść do pracy. Nie mówiąc o tym, że jechałam samochodem i mogłam kogoś zabić i wylądować w więzieniu albo sama stracić życie. Przychodziłam do pracy trzęsąca się, wystraszona, pokonana i całą dniówkę zastanawiałam się, czy po mnie widać. Pomimo tego ciągle się okłamywałam, że nie jest ze mną tak źle, bo nawet bliscy (tak mi się wydawało) nie widzą, że tak dużo piję. Pamiętam jak bardzo byłam wtedy samotna, nie miałam komu o tym powiedzieć, czułam się inna, wyobcowana, w sercu miałam pustkę i ból. Nie widziałam w sobie żadnej wartości, czułam się jak szmata, nie szanowałam siebie i pozwalałam, by inni mnie nie szanowali. Miałam stale myśli o śmierci, nie chciałam żyć, nie umiałam. Wszystko mnie bolało. Biegałam po lekarzach, szukałam sobie chorób wierząc, że jestem śmiertelnie chora. Za bardzo się nie myliłam, bo alkoholizm to podstępna, przebiegła i śmiertelna choroba.
Dziś jestem trzeźwiejącą na Programie 12 kroków alkoholiczką. Dzięki pomocy mojej opiekunki, całej wspólnoty i wspaniałych ludzi, których tam poznałam zdrowieję. Poznałam siebie, swoje słabości, zalety. Na dziś jestem zupełnie innym człowiekiem, bo świadomym siebie i łaski jaką dostałam za darmo od Boga działającego dla mnie przez drugą alkoholiczkę. Dzisiaj czuję się wartościowa taka jaka jestem i wierzę, że mój Bóg chciał mnie na tym świecie taką jaką jestem. Za sprawą Łaski została ze mnie zdjęta obsesja chlania, ćpania, brania leków, spania. Powoli odzyskuję spokój, wdzięczność, zadowolenie z życia, tego kim jestem i co posiadam. Zamknęłam swoją przeszłość, przeprosiłam tych, których skrzywdziłam. Uczę się szacunku do siebie i drugiego człowieka. Odzyskuję zaufanie dzieci. Staram się być konsekwentną, stanowczą i zrównoważoną matką. Potrafię przyznać się do błędu, przeprosić i nie muszę już z nikim walczyć.
Wiem, że zdrowienie to jest proces, nie będę nigdy idealna ale nie muszę się już z nikim porównywać. Teraz mam świadomość, że inni ludzie nie mają wpływu na mój stan. To ja sama jestem za niego odpowiedzialna i jeśli źle się czuję, to oznacza, że podążyłam za słabościami, weszłam w urazę, wykazywanie się, gadulstwo. Jeśli dzwonię i korzystam wtedy z pomocy wraca spokój i wdzięczność. Jeśli uruchamiam samoradzenie to zawsze kończę w jeszcze gorszym stanie, a to może doprowadzić mnie do picia. Nigdy już nie chcę wracać do tego piekła. Jak mówi moja Opiekunka „zjem gówno to przynajmniej się porzygam a po alkoholu mogę umrzeć”. Mam już określone moje dno, cieszę się, że jestem Anonimową Alkoholiczką zdrowiejącą na programie 12 kroków. Uczę się bezinteresownej pomocy i służby a wcześniej widziałam tylko czubek własnego nosa.
Nie byłoby to wszystko możliwe gdyby nie setki godzin bezinteresownej pomocy od mojej Sponsorki, przez którą działa dla mnie Bóg. Wreszcie nie jestem inna, nie jestem sama ani samotna. We wspólnocie znalazłam prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Którzy mnie akceptują taką jaką jestem, mówią mi prawdę, są wobec mnie uczciwi i lojalni. Nigdy nie miałam takich ludzi wokół siebie. Moje życie wreszcie nabiera sensu, celu, kierunku.
Dziękuję mojej kochanej Opiekunce, że się nie poddawała, jak odwalałam, jak chciało mi się chlać, jak jej nie szanowałam i nie ceniłam poświęcanego mi czasu. Wspólnota uratowała mi życie. Ratuje życie moich dzieci, bo dzięki niej uczę się co naprawdę ma w życiu wartość i mogę im to przekazać. Dzięki niej przestał także pić mój mąż, choć nie chce się do tego przyznawać.
Dziękuje nade wszystko mojemu Bogu, jakkolwiek ja go pojmuję, że przyprowadził mnie do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Wreszcie pragnę spełniać Jego wolę a nie moją własną.
Szczęśliwa, trzeźwiejąca alkoholiczka
……………………………………………………………………………
Odnaleźć i zaufać Bogu
Mam na imię Wojciech i jestem alkoholikiem. W moim domu zawsze był obecny Bóg. Każde święto przy rodzinnym stole, dzielnie się opłatkiem, wspólne Wielkanocne śniadania. W moim życiu, w moich myślach zawsze był obecny. Każdego dnia modliłem się do Niego tak jak umiałem na tamten czas, nawet gdy piłem. Gdy byłem pijany mówiłem „Boże więcej się nie napije”. Piłem dalej, ale nigdy nie miałem do niego żalu że piłem czy tez gdy coś mi w życiu nie wychodziło. Do Wspólnoty AA przyszedłem w dniu wyjścia z odtrucia. Przyprowadził mnie tam mój kolega z pracy. Dziękuje mu za to. Nieraz myślę co by się stało ze mną gdyby nie on. Moje życie teraz, moje życie rodzinne, jak wszystko wokół mnie się zmienia – zawdzięczam Wspólnocie AA. Mój Bóg przyprowadził mnie w najlepsze miejsce na świecie, na najlepszą dla mnie grupę. Przy przyjściu na tą grupę tak naprawdę zacząłem trzeźwieć, to tu zaraz po przyjściu Bóg zdjął mi obsesję picia (wzruszenie gdy to pisze). Pisząc to jestem na 11 Kroku, najwspanialszy krok. Tak to czuję. ” Czynić Wolę Boga”. Kiedyś rozmawiając z przyjacielem powiedział mi że inny przyjaciel zazdrości mi mojej relacji z Bogiem. Jestem na programie, dziękuję za Opiekuna, który jest niesamowity, nauczył mnie mówić prawdę, ale przede wszystkim ją przyjmować. Gdy rozmawiamy i coś mi mówi abym tak postąpił – ja nie mówię, ale słucham, może tak po prostu szanuję go i jego czas. Każdy miting, każde spotkanie, rozmowa z przyjaciółmi ze Wspólnoty coś wnosi w moje życie. Wystarczy uważnie słuchać. Będę tu przychodził do końca moich dni, najlepsze miejsce dla alkoholika.
Szczęśliwy i trzeźwy Wojciech alkoholik
……………………………………………………………………………
Droga do szczęścia
Pamiętam mój pierwszy raz jak spróbowałem alkoholu. Miałem wtedy 13 lat. Było to w dniu urodzin koleżanki z mojego bloku więc z najlepszym kolegą z którym się wychowywałem załatwiliśmy sobie alkohol. Przez całe urodziny gadaliśmy tylko o tym, że czeka schowany w krzakach na dworze. Chcieliśmy jak najszybciej wyjść z urodzin żeby się napić więc wyszliśmy przed czasem. Wypiliśmy po całej butelce nalewki na głowę. Pamiętam przez mgłę jak ledwo wracałem do domu i że na dworze szukali nas nasi rodzice. Picie od razu mi się spodobało więc z biegiem czasu ustaliliśmy z kolegą że zawsze w sobotę będziemy chodzić nad rzekę i będziemy się wynagradzać po ciężkim tygodniu szkoły, a że dawniej nie było telefonów komórkowych to rano wychodziliśmy, piliśmy do upadłego i na wieczór wracałem. Rodzice nie zauważali że pije, którzy sami nie pili, tylko mój tata na urodzinach, za to mamy nigdy nie widziałem z alkoholem w ręku. Tak moje życie zaczęło się kręcić wokół alkoholu. W wieku 16 lat poznałem moją przyszłą żonę. Było wspaniale – ja zakochany po uszy. Moja pierwsza miłość jak miałem 17 lat. Sylwia zaszła w ciążę i chociaż byłem młody ucieszyłem się i ożeniłem się w wieku 18 lat. Wtedy była praca, szkoła, obowiązki i zacząłem więcej pić. Dużo nie pamiętam. Alkohol był przy mnie bardzo często. Imprezy, okazje, zaczęło się wieczorne przesiadywanie przed telewizorem z alkoholem czego wcześniej nie robiłem więc mój alkoholizm postępował. W wieku ok. 25 lat zacząłem się zastanawiać nad tym że przesadzam i zaczynam siebie nie kontrolować. Zaczynały się kłótnie. Zawsze były, ale było coraz gorzej. Jak mogłem dawać przykład dzieciom kiedy mnie widziały bardzo często pijanego. W jaki sposób miałem im jakieś wartości przekazać jak sam ich nie miałem chociaż w swojej głowie się cały czas oszukiwałem że pije ale jestem dobrym ojcem. To było oszustwo. Moje małżeństwo się powoli sypało z osobą którą tak kochałem. Pijąc doprowadziłem żonę i siebie do bankructwa życiowego. Chciałem coś w końcu ze sobą zrobić. Rano się budziłem i prosiłem Boga żebym dzisiaj nie pił. Składałem różne obietnice, a i tak je łamałem i na wieczór znowu piłem. Postanowiłem się zaszyć. Moja pierwsza zaszywka miała trwać sześć miesięcy. Przez ten okres byłem nerwowy, ale cieszyłem się że nie pije i byłem pewien że więcej nie sięgnę po tą truciznę. Po pół roku poszedłem od razu pić. Moja głowa mnie oszukała. Po trzy miesięcznym ciągłym picia pomyślałem że to jest jedyny sposób żeby nie pić więc się zaszyłem ponownie. Wytrzymałem cztery miesiące. Za trzecim razem wytrzymałem już tylko dwa miesiące. Opuchnięty jak nigdy piłem dalej. Moja żona miała mnie już dość chociaż też piła, ale nie tyle co ja więc się tłumaczyła że kontroluje, a ja nie. Pewnego dnia po ciężkiej nocy wypiłem dużo wódki. Popijałem piwami, wciągałem trzy gramy amfetaminy. Nie mogłem do siebie dojść i czułem że umieram. Wtedy dostałem zawału serca. Obudziłem się dopiero w szpitalu podpięty pod aparaturę. Lekarze pytali mnie czy jestem alkoholikiem. Odpowiedziałem że raczej nie, ale pracuje nad sobą aby tyle nie pić. I w to wierzyłem. Po tamtym zdarzeniu obiecałem sobie że nigdy się więcej nie napije. Nie chce żeby moje dzieci straciły ojca. Byłem przekonany że to już koniec z alkoholem, ale tydzień później poszedłem znowu pić. Wiedziałem już że nic mnie nie zatrzyma. Ani śmierć ani rodzina. Chlałem dalej i wymyśliłem sobie że jak pije elektrolity to mogę pić. Tak piłem co dzień, przez rok, rano budząc się z sercem które mnie bolało i się zastanawiałem czy to już dzisiaj jest mój koniec. Wtedy też sobie obiecywałem że od dzisiaj nie pije, ale do wieczora się lepiej poczułem i porozmawiałem ze sobą w głowie i szedłem dalej pić. To było straszne. Przez picie, po 15 latach straciłem pracę w której miałem dobre stanowisko. Byłem przekonany że mnie nie zwolnią, a jednak zwolnili i świetnie sobie beze mnie poradzili. Od tamtego czasu miałem cały czas problemy z pracą bo za każdym razem jak szedłem do nowej wychodziło że jestem alkoholikiem. Nie mogłem przestać pić. Chociaż na początku próbowałem to ukrywać. Postanowiłem, że się zamknę na detoks bo sobie już nie radziłem. Stamtąd pojechałem na zamknięty odwyk na dwa miesiące. Po wyjściu byłem przekonany że jest już dobrze, że się więcej nie napije. Ale obsesję picia cały czas miałem. Uważałem że nie mogę pić, bo coś znowu zrobię więc się pilnowałem, ale siedziałem na tykającej bombie. Po siedmiu miesiącach w Sylwestra znowu zapiłem. Syn popadł też w alkoholizm. Nie pamiętam ile piłem czasu zanim trafiłem do AA. Przyjaciel z którym się znałem i piłem za dawnych lat chodził już do AA ok. 2 lata i namawiał mnie na miting, że tam jest wyjście z mojej choroby. Chciałem iść, ale z drugiej strony robiłem wszystko żeby to odwlec. To był mój błąd. Zaoszczędził bym sobie, rodzinie lata cierpienia. W końcu się udało, doszło do spotkania i przyjaciel zabrał mnie na miting AA . Byłem bardzo zestresowany. Zastanawiałem się jak wyglądam, głupio mi było w tak złym stanie przyjść co było tylko moimi chorymi wymysłami żeby nie pójść. Najbardziej pamiętam że zostałem bardzo ciepło przywitany. Poczułem się dobrze, że są ludzie tacy sami jak ja, którzy chcą dla mnie jak najlepiej, w końcu ktoś mnie rozumiał i nie byłem już sam. Kiedy stamtąd wyszedłem poczułem się lekko i zacząłem uczęszczać na mitingi AA. Przestałem pić. Poprosiłem drugiego alkoholika o pomoc który jest dłużej w trzeźwości i zacząłem z nim pracę na Programie 12 Kroków. Nie piję, czego nie mogłem nigdy osiągnąć, jestem szczęśliwy. Budzę się rano i w końcu mam spokojną głowę, bez złych myśli co będzie, co było. To mnie zawsze wykańczało. Dzięki Wspólnocie AA moje życie nabrało sensu, wrócił do domu spokój, szacunek. Z żoną czuję się jak za młodych lat kiedy ją poznałem. Teraz mam wartości które mogę przekazywać dzieciom, a one kiedyś swoim. Przerwałem nitkę która mogła się ciągnąć bez końca. Teraz jestem trzeźwy, szczęśliwy i wdzięczny za to co mam i lubię siebie. Sam bym tego nie zrobił i w końcu jak kiedyś umrę to jako trzeźwy i dumny trzeźwiejący Piotrek alkoholik.
Piotrek, trzeźwiejący alkoholik.
……………………………………………………………………………
Serce pełne wdzięczności
Dziękuję Bogu za dar jaki otrzymałam – dar trzeźwości. Dziękuję Bogu za moją opiekunkę, jej opiekuna i za przyjaciela, który zawsze był i jest przymnie. Dziękuje za program 12 Kroków AA, dzięki któremu jestem szczęśliwa. Dziękuję Bogu, że miałam i mam możliwość służenia we Wspólnocie AA. Dziękują Bogu za moje kochane podopieczne. Dziękuję Bogu za ludzi jakich spotkałam i spotykam na mojej drodze. Dziękuję Bogu, że nie jestem sama, za moją grupę macierzystą na której otrzymuję wsparcie. Dziękuję moim przyjaciołom za doświadczenia, że akceptują mnie taką jaką jestem. Dziękuję naszemu rzecznikowi, mandatariuszowi, skarbnikowi i kolporterowi za służbę na mojej obecnej macierzystej grupie. Dziękuję Bogu za mojego syna, najważniejsza osobę w moim życiu, dziękuję mojemu synowi za to jakim jest na dzisiaj człowiekiem, za wybaczenie z jego strony, za to że od kiedy pamiętam mogłam i mogę na niego liczyć, dziękuję synku, kocham Cię bardzo i jestem z ciebie dumna. Dziękuję dziewczynie mojego syna, za to że jest z nami i za dobro jakie wniosła w życie mojego syna i moje. Dziękuje mojemu mężowi za miłość, przyjaźń, poczucie bezpieczeństwa i za to, że zawsze pamięta o tym czego potrzebuje, nawet jeśli już zdążę o tym zapomnieć. Dziękuję moim bliskim za wyrozumiałość. Dziękuję Bogu za to, że mam gdzie spać, za moją białą pierzynkę w różowe kwiatki, dziękuję za wannę, że mogę się w niej wykąpać (do 20 roku życia o niej marzyłam). Dziękuję Bogu za lodówkę pełną jedzenia i rosół który mogę sobie ugotować w kuchni. Dziękuję Bogu za to, że pachnę. Dziękuję Bogu, że nie pozwolił mi zejść z drogi trzeźwości, że dodaje mi siły i odwagi, abym wciąż poznawała siebie. Dziękuję Bogu, że jestem na dziś dobrym człowiekiem i piękną szanującą się kobietą i co najważniejsze nie muszę dowartościowywać się kosztem innych ludzi. Dziękuję Bogu za prostotę życia i za to, że żyję.
Zdrowiejąca Alkoholiczka na Programie 12 Kroków AA
……………………………………………………………………………
Nigdy nie przypuszczałbym, że to właśnie ja mogę być największym zagrożeniem dla samego siebie. Okazało się, że od najmłodszych lat prowadzę rozmowy sam ze sobą i żyje we własnej głowie. W wyniku czego zatraciłem kontakt z rzeczywistością oraz odizolowałem się od innych ludzi. Nie radziłem sobie z wieloma problemami, które były w większości wytworem mojej własnej wyobraźni i z którymi zostawałem sam. Zakładając maskę klasowego klauna, skutecznie udawało mi się ukryć pustkę, którą wówczas odczuwałem i jaka kryła się w moim wnętrzu. Wskutek tych wszystkich doświadczeń doprowadziło mnie to do sięgnięcia po alkohol, który stał się dla mnie lekarstwem na wszelakie dolegliwości. Kłopot pojawił się w momencie rozstawania się z alkoholem. Gdy tylko zaczynałem pić to już nie umiałem przestać. Wywołało to w moim życiu wiele nieprzyjemnych konsekwencji. Ostatecznie jedna z wielu niespełnionych obietnic o zaprzestaniu picia w rozmowie z moją mamą, skłoniła mnie do refleksji i przyznania się, że mam problem i potrzebuję pomocy. Ukończyłem terapię w ośrodku stacjonarnym, która trwała ponad rok czasu. Tam też dowiedziałem się o wspólnocie AA i odbyłem swój pierwszy miting. Zachowując trzyletnią abstynencje z przekonaniem, że ze wszystkim poradzę sobie sam, nie potrafiłem odnaleźć się w nowych realiach. Nie wspominając już o byciu na „innym programie”, który dodatkowo wprowadził sporo zamieszania w mojej głowie. W tym wszystkim pomocną dłoń podał mi mój przyjaciel w trzeźwieniu, którego poprosiłem o pomoc. Realizując normalny program 12 Kroków AA, oraz angażując się w życie wspólnoty jakość mojego życia uległa znacznej poprawie. Oczywiście nie wszystko mi wychodzi tak jakbym zawsze tego chciał, ale się staram. Przede wszystkim mam teraz drugą osobę na którą zawsze mogę liczyć. Razem udaje nam się znaleźć wyjście z każdej trudnej sytuacji. Bardzo się cieszę, że zacząłem wprowadzać program w życie. Dzięki temu uczę się żyć wdzięcznością i spokojem każdego dnia. Dodatkowo niebywałym odczuciem jest dla mnie także przynależność do grupy, niekończąca się jedynie na świadomości a realnym wpływie za przetrwanie oraz to jak będzie wyglądać wspólnota AA w przyszłości. Dziękuję Bogu za to miejsce i postawienie każdego z was na mojej drodze. Dziękuję opiekunowi za pokazywanie mi prawdy i cierpliwość! Dziękuję wam, że jesteście za każdy uśmiech, rozmowę i doświadczenia. Pozdrawiam wszystkich w szczególności grupę Wiara. Dobrze jest być zdrowiejącym alkoholikiem!
M. Alkoholik
……………………………………………………………………………
Życie zaczyna się po Programie 12 kroków
Na pierwsze spotkanie AA przyprowadziła mnie przyjaciółki poznana na terapii. Była to jakaś
rocznica. Czułam wtedy, że kompletnie tam nie pasuje. Czułam się lepsza od innych. Uważałam , że u mnie to jeszcze nie jest tak źle. Jak się potem dowiedziałam od mojej opiekunki przez 17 lat jej sponsorowania nie poznała kobiety w gorszym stanie niż ja. Tak naprawdę byłam wrakiem człowieka pod względem psychicznym, fizycznym i duchowym. Nie potrafiłam przeżyć dnia bez alkoholu albo psychotropów. Byłam bardzo silnie uzależniona od wielu substancji.
Moje życie na tamten dzień nie miało dla mnie sensu mimo, że byłam piękna, miałam pieniądze, męża oraz rodzinę. Codziennie rano wstawałam z lękiem. Byłam obłąkaną kobietą, która miała się za kompletne g….o . Nie szanowałam siebie, nawet nie wiedziałam co oznacza to słowo. Byłam w wielu obsesjach, z którymi żyłam i myślałam, że jest to normalne.
Przede wszystkim całe swoje życie do 31 roku życia czułam pustkę w sercu oraz przeraźliwą
samotność mimo otaczających mnie osób.
Ciągle szukałam sposobu na szczęście – nie mogłam go odnaleźć ani w facetach, ani pieniądzach ani używkach. Miałam tak na prawdę dosyć siebie , swojego życia i najchętniej chciałam umrzeć. Piłam i przychodziłam na mitingi. Ale mówiłam prawdę.
Przełom w moim życiu nastąpił gdy będąc w krytycznym stanie po odwyku przyszłam na miting. Tam spotkało mnie największe szczęście mojego życia i moja opiekunka zaproponowała mi pomoc. Pamiętam ten dzień. Dziś wiem, że w ten dzień Bóg postawił mi drugą alkoholiczkę na drodze po to by uratować mnie i moją rodzinę. Na Programie 12 kroków przeżyłam najcięższe chwilę swojego życia. Ale już czułam, że nie jestem w końcu sama.
Bóg cały czas poprzez moją opiekunkę przeprowadzał mnie przez najtrudniejsze zadanie w moim życiu. Codziennie przez rok czasu walczyłam o każdą godzinę żeby nie iść pić. Miałam myśli samobójcze. Po krótkim czasie moja mama chora na raka popełniła samobójstwo. Najstraszniejszy dzień kiedykolwiek przeżyłam. Po tym wydarzeniu bardzo długo się trzęsłam i chyba z pół roku nie spałam. Dwa dni zapiłam. Czułam się wtedy jakbym umierała z bólu fizycznego, psychicznego, całe ciało mnie bolało i swędziało. Wyłam na środku domu z różańcem w ręku i prosiłam Boga żeby nie iść chlać. Darłam się jak obłąkana i rozkazywałam szatanowi żeby wyszedł z mojego domu. Byłam bardzo zdeterminowana! Wiedziałam, że to jest moja ostatnia szansa bo inaczej umrę. Przepracowałam Program 12 kroków, ostatni raz piłam w lipcu 2020 roku. W lutym 2020 byłam już w ciąży z moją córeczkę Liwią. Zaufałam po raz kolejny mojej opiekunce chociaż bardzo bałam się, że nie podołam temu zadaniu.
Rozwijałam się miałam podopieczne. Żyłam Programem codziennie dzwoniłam do mojej opiekunki. W każdej kwestii korzystałam z pomocy ponieważ ja uwierzyłam, że gdy dzwonię do drugiego alkoholiczki to działa dla mnie mój Bóg. Bóg wyprowadził mnie z wielu obsesji, uratował mnie, moje małżeństwo dał mi kolejne dziecko. W sprawach firmy rozwijam się bardzo prężnie. Mój dom jest ciepły, spokojny. Ja pięknieje z każdym dniem, staje się spokojniejsza. Idę w swoim życiu jak burza! Dziś dla mnie życie po Programie jest ciężkie do opisania słowami. Czuję, że po prostu uczestniczę w czymś wielkim. Widzę to czego inni ludzie nie widzą. Dziś mam postawę, wiem co jest dobre a co złe. Prawda jest na pierwszym miejscu. Nie przebywam w towarzystwie pijących ponieważ czuję się tam źle. Wiem również, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Codziennie dbam o swój spokój i staram się nie zapominać najważniejszej rzeczy czyli o wdzięczności. Bóg zabrał ode mnie smutek, poczucie samotności, beznadziejności. Dziś w końcu czuje się wartościowa i nie muszę tego nikomu udowadniać.
Najważniejsze, że w końcu mam cel w życiu. Być narzędziem w rękach Boga i pomagać innym
alkoholiczkom.
Jestem zaszczycona tym, że czuje się wybrana przez Boga spośród tylu ludzi.
Paulina zdrowiejąca alkoholiczka
……………………………………………………………………………
Moja historia
Z alkoholem miałam do czynienia już od wczesnego dzieciństwa.
Wychowywałam się z ojcem, który był alkoholikiem. Do moich siódmych urodzin, nie pamiętam żeby był trzeźwy. Po śmierci mojej babci przestał pić, ale nic ze sobą nie robił. Stał się suchym alkoholikiem. Dzisiaj wiem, ze był chory na śmiertelną chorobę alkoholową.
Mimo tego, że nie pił do moich osiemnastych urodzin to jego pijani koledzy zrobili sobie z mojego domu melinę. Dzisiaj nie mogę sobie wyobrazić sytuacji gdzie małe dziecko przebywa z bandą pijanych chłopów.
Od dziecka czułam się gorsza. Płakałam jak miałam pójść do przedszkola do którego zaprowadzała mnie ciocia, szybko zostawiając mnie w nim. Pamiętam przedstawienia na których nie miałam porządnego stroju tylko śmieszą czapeczkę kogucika – nienawidziłam jej i strasznie się zawsze wstydziłam tego, że jestem biedna, nie mam ładnych, nowych ubrań – zawsze po kimś, i nie mam takich zabawek jak w przedszkolu. Tam moją ulubioną zabawą była zabawa w prawdziwy, normalny dom. U siebie miałam jedną, starą lalkę i wózek po mnie, w którym ją woziłam. Później w tej lalce zalęgły się robaki.
Przez operację do pierwszej klasy poszłam dopiero pół roku później niż reszta dzieci. W tym czasie kolega przynosił mi lekcje. Bardzo się wstydziłam wpuścić go do domu, gdzie miałam zwykłą, węglową kuchnie, stary kredens – przeżywałam wtedy piekło.
Gdy w końcu poszłam do szkoły, nie miałam żadnych koleżanek, od wszystkich czułam się gorsza, brzydsza bo wyglądałam jak chłopak. Nie miał mnie kto czesać dlatego miałam krótkie włosy, tata bał się że przyniosę wszy do domu, a ciocia myła mnie w misce bo nie mieliśmy łazienki. Uczyłam się średnio. W czwartej klasie podstawówki zakolegowałam się z Anią, z którą trzymałam się do końca szkoły. I tak czułam się od niej gorsza, ponieważ ona miała starszą siostrę, ja nie. Zaczęłam z nią chodzić na wagary i pić pierwsze piwa mając ok. 14 lat.
W gimnazjum pogorszyłam się w nauce ledwo zdając szkołę ponieważ zaczęłam się już wtedy spotykać z moim obecnym mężem którego poznałam przez moją koleżankę. Imponowało mi to, że jest ode mnie dużo starszy, zarabia sporo pieniędzy – mogłam mieć to co chciałam. Był wtedy także troskliwy i opiekuńczy czego nie doświadczałam w domu.
W liceum, którego nie ukończyłam, bo większość czasu spędzałam wtedy z obecnym chłopakiem, zaczęło się moje piekło z alkoholem. Piliśmy razem. Pewnego wieczoru, mając ok. 16 lat tak się upiłam zakładając się z obecnym mężem że wypiję butelkę wódki, że cudem dotarłam do domu po drodze gubiąc but. W domu zaczęłam pyskować do ojca, który zorientował się, że jestem pijana za co dostałam wtedy od niego jedyny raz w twarz. Za alkohol. Na koleżankę nie miałam już czasu więc nasza znajomość też się zakończyła.
W międzyczasie zaszłam w ciąże, o czym bałam się powiedzieć ojcu, który był przeciwny mojemu związkowi ze starszym facetem. Nie dostałam wsparcia od rodziny, jedynie wyzwiska, a ciotka kazała usunąć ciążę. Przeprowadziłam się do teściów, gdzie było lepiej, aczkolwiek na dzisiaj wiem, że moja teściowa też jest psychicznie chorą osobą.
Zaczęłam naukę w szkole zawodowej, a dwa miesiące przed moimi 18stymi urodzinami urodziłam córkę. W wychowywaniu pomagała mi teściowa, ale w pewnym momencie przejęła całkowicie opiekę, do tego stopnia, że nie mogłam podjąć sama decyzji w sprawie własnego dziecka. Odkąd się wyprowadziłam mój ojciec znów zaczął popijać i potem było już coraz gorzej.
Mieszkając u teściów w weekend piłam ,wydawało mi się na ten czas, że nie mam większego problemu z alkoholem – mąż w końcu też pił jak wracał z wyjazdów, ze swoja mamą. Czułam się jednak coraz bardziej samotna i odrzucona. Mąż nie chciał nawet ze mną spać, bo twierdził, że potrzebuje spokoju, a nie płaczu dziecka. Teściowa zaczęła mnie wiecznie krytykować, ja zaszłam w kolejną ciążę.
Po narodzinach syna przeprowadziliśmy się do mojego rodzinnego domu, z którego ojciec się wyprowadził. Byłam mu za to bardzo wdzięczna bo w końcu mieliśmy własny, wyremontowany dom z moją od dziecka wymarzoną łazienką.
Potem urodziłam kolejne dziecko – zajmowałam się domem, rodziną, a mąż pracował.
Zakolegowałam się z sąsiadką z którą zaczęłam prawie codziennie pić.
Ogromnym przeżyciem była dla mnie choroba ojca, nie umiałam sobie wtedy poradzić z tą sytuacją – piłam coraz więcej, codziennie. Udawałam odważną i silną, a w środku byłam wystraszona, załamana – w ciągłym strachu.
Codziennie na coraz większym kacu jeździłam z ojcem po lekarzach.
Pamiętam sytuacje kiedy musiałam zawieźć ojca do szpitala w nocy. Oczywiście byłam pijana, mąż nie chciał pojechać. Musiałam przejechać ponad 60km w jedną stronę, była ulewa. Przejechałam ok. 15km od domu kiedy urwała się wycieraczka – wierze, że był to znak od Boga. Musiałam zawrócić, ojca zawiózł sąsiad. Mogłam nas zabić, albo kogoś po drodze. Kiedy wróciłam do domu zaczęłam się nad sobą użalać i pić dalej w kuchni kiedy moja rodzina już spała. Takich podobnych sytuacji było bardzo dużo kiedy mogłam stracić po prosu wszystko.
Kiedy zmarł ojciec dalej piłam, jeszcze gorzej. Zamknęłam się w sobie, zostałam już sama z butelką.
Zaczęły się 3, 4 dniowe ciągi. Rano zaprowadzałam dzieci do przedszkola, piłam w domu, trochę się przespałam, po czym szłam po dzieci. Pamiętam kiedy Pani z przedszkola zadzwoniła żebym przyniosła mojemu dziecku ciuchy na przebranie. Poszłam tak pijana, że do dzisiaj dziwie się, że nikt z przedszkola nie wezwał policji.
Jak byłam w ciągu nic mnie nie interesowało tylko piłam, spałam, rzygałam – tak na zmianę. Dzieci musiały same o siebie zadbać, napalić w piecu, naszykować jedzenie.
Obiecywałam że przestanę pić, modliłam się o to do Boga – ale nie potrafiłam. Zaczęłam szukać pomocy – na początku po to żeby nie czuć bólu, dlatego dwa razy byłam na detoksie.
Byłam jednak ta wykończona alkoholem, że zaczęłam jeździć na mitingi w mojej okolicy. Raz przyszłam na czyjąś rocznicę, gdzie poczęstowano mnie tortem. Myślałam, że zwymiotuję bo akurat byłam po kolejnym ciągu.
Myślałam, że już nic mi nie pomoże. Powoli zaczęłam tracić rodzinę, która wyprowadzała się z domu do teściów kiedy ja zaczynałam kolejny ciąg.
Nagle stał się cud. Ktoś z moich bliskich umówił mnie na spotkanie z moją obecną Opiekunką. Myślałam na początku, że to jakaś terapeutka. Na spotkanie zawiózł mnie mąż z synem którzy wtedy bardziej wierzyli ode mnie, że to mi pomoże. Przywitano mnie bardzo ciepło, nie pamiętam żeby kiedykolwiek ktoś mi dał tyle radości. Od razu otrzymałam pomoc, zaczęłam prace na programie. Na początku bałam się przyznać na jakie dno się stoczyłam, że czułam się gorsza, brzydsza i porównywałam się do innych kobiet na grupie.
Na początku mało rozumiałam ale z czasem, na pierwszych krokach poznałam przyczynę swojego picia – niskie poczucie własnej wartości. Poznałam swoje wady i zalety- tych drugich okazało się, że mam bardzo dużo, o czym nie miałam pojęcia. W kolejnych krokach przede wszystkim zaufałam w 100% mojemu Bogu i Opiekunce. Zaczęłam robić wszystko dokładnie to co mi mówiła – uczyłam się od alkoholika będącego dalej w procesie zdrowienia.
Zobaczyłam ile osób naprawdę skrzywdziłam, za co mogłam w końcu szczerze przeprosić.
Z Opiekunką, która pomogła mi poznać, zrozumieć siebie, pokazała jak żyć i jak sobie radzić w życiu, mogłam zamknąć ten rozdział mojego życia w którym było chlanie, życie w kłamstwie, w głowie. Mogłam zacząć wszystko od początku, w końcu cieszyć się życiem, a w moim domu skończyła się przemoc w stosunku do mnie od męża i syna.
Praca na programie to najlepszy okres mojego życia, najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać. Jeździłam na każde spotkanie z radością, wracałam jeszcze bardziej szczęśliwa, mądrzejsza o kolejne doświadczenia. Zakończyłam pracę na programie, ale nie zakończyłam pracy nad sobą.
W dalszym ciągu jestem słabą osobą potrzebującą pomocy drugiego alkoholika, dlatego proszę o pomoc swoją Opiekunkę. Dziś naprawdę żyję programem i może się powtarzam ale jestem naprawdę szczęśliwą ,trzeźwiejącą alkoholiczką. Czasem nawet sobie żartuję że to najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać, poznać prawdziwych przyjaciół. To szczęście i radość być w takiej Wspólnocie i mieć wokół siebie tak wspaniałych ludzi. Dziękuję.
Małgorzata alkoholiczka
……………………………………………………………………………
Droga do nowego, szczęśliwego życia w trzeźwości
Na miting przyszłam kilka dni po wyjściu z ośrodka terapeutycznego, w którym dowiedziałam się o Wspólnocie. Wydawało mi się wtedy, ze nic dobrego mnie nie spotka już w życiu, bo na to nie zasługuje. Mimo wszystko chciałam zawalczyć o siebie i swoją rodzinę. Na początku było mi bardzo ciężko pozbyć się obsesji picia – w końcu w całym moim życiu, od dziecka, przewijał się alkohol i był mi przedstawiany jako nieszkodliwy dodatek do dobrej zabawy.
Jako mała dziewczynka przyglądałam się jak wszyscy dorośli wokół mnie piją, niby się przy tym bawiąc. Myślałam, że to normalne kiedy na stole stał alkohol, spożywany podczas rozmów tak jak np. kawa. Często, będąc dzieckiem wracałam późnymi godzinami z moją mamą z kolejnych popijaw – nie widziałam w tym nic dziwnego – w końcu byłam u znajomych mojej mamy którzy także mieli dzieci, myślałam, że chodzimy tam głównie po to żebym to ja miała się z kim pobawić gdyż byłam jedynaczką. Na drugi dzień pamiętam smród kaca w domu. Nie rozumiałam tego, wiedziałam tylko, że to są te dni kiedy będzie w domu spokój na zasadzie, że mogę robić co chcę i nie będzie się mną bardzo przejmowano czy jestem porządnie przygotowana do szkoły, ponieważ mama była „zmęczona”.
Kiedy pierwszy raz w wieku 16 lat się opiłam pomyślałam, że to jest to co pomoże mi w przełamywaniu nieśmiałości, ułatwi kontakt z ludźmi z którymi od zawsze się porównywałam, żyłam w poczuciu gorszości. Pamiętam jak usłyszałam po tym zdarzeniu od najbliższej mi osoby, że pod wpływem alkoholu jestem naprawdę zabawna, sympatyczna i słodka. To oszustwo na długo zostało mi w głowie, wypierając prawdę która była całkiem inna. Alkohol zabijał wszystko we mnie co dobre. Kolejne zabawy, picia kończyły się zazwyczaj urwanym filmem i ogromnym wstydem. Ale nie chciałam tego przerwać, bo ciągle uważałam, ze mimo wszystko po alkoholu jestem lepszą wersją siebie.
W domu powtarzano mi żebym wychodziła do ludzi, aktywnie spędzała czas. Ja natomiast lubiłam cisze i spokój (zawsze marzyłam o swoim własnym pokoju). Myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że jednak będąc młodą dziewczyną powinnam bywać w różnych miejscach, poznawać i otaczać się nowymi ludźmi. Dlatego po ukończeniu 18 lat prawie co weekend zaczęłam imprezować- uważałam, że nic złego nie robię, wręcz przeciwnie, bo przecież MUSZĘ się teraz wyszaleć. Było to dla mnie dosyć męczące dlatego podczas każdego niemal wyjścia się upijałam. Potem taki styl życia mi po prostu przypasował, który szybko też stał się byle jaki, bez brania odpowiedzialności za cokolwiek, rzucałam słowa na wiatr. Myślałam, ze oprócz tego , że alkohol pomaga mi w zabawie, żeby się wyluzować ( co było największym kłamstwem – jak już wcześniej pisałam prawie każda impreza kończyła się dla mnie jakimś upokarzającym zdarzeniem ) to także pomoże na wszelkie smutki czy nudę jak nic się nie działo.
Kiedy nagle zmarła moja mama zaczęłam użalać się nad sobą – uważałam, że nic nie ma sensu, a ja zostałam całkowicie sama (obraziłam się na Boga). Potem odeszła moja babcia, ja zaczęłam już pić coraz więcej (nie miałam już nikogo z rodziny).
Nie widziałam mojego problemu z alkoholem, ba, ja nawet nie chciałam dopuścić myśli, że to właśnie w tej substancji może być cokolwiek złego – przecież miałam wykształcenie, pracę, partnera, mieszkanie. Jednak byłam ogromnie samotna. Nie umiałam normalnie żyć (nawet takiego życia nie znałam), rozmawiać, funkcjonować bez alkoholu. Głęboko wierzyłam, że to on mi zapewni jakiekolwiek rozumiane na tamtą chwilę przeze mnie szczęście, bo pijąc będę jednak lepszym człowiekiem.
Teraz wiem że to wszystko jest kłamstwem, a alkohol to trucizna przez którą traciłam wszystko co cenne.
Kiedy zaszłam w ciążę cieszyłam się, że w końcu zmieni się moje życie – tak naprawdę byłam wykończona moim piciem, lękami, agresją wobec siebie i innych, nienawiścią.
Jednak po urodzeniu dziecka, nie radząc sobie z tą sytuacją (wykryto u mnie również inną autoimmunologiczną chorobę w tym samym czasie) użalanie nad sobą wzięło górę i poszłam w kilkudniowy ciąg, z którego dzięki Bogu udało mi się ujść z życiem.
Musiało minąć jeszcze wiele miesięcy picia, terapii, próba samobójcza – piekło na ziemi które zafundowałam sobie i moim najbliższym. Nie widziałam żadnej nadziei dla siebie, że mogę faktycznie kiedyś jeszcze zacząć normalne i szczęśliwe życie – bez picia. Wolałam je zakończyć, żeby oszczędzić wszystkim wokoło i sobie tych wiecznych tortur.
Na szczęście Bóg postawił na mojej drodze osobę, która przerwała ten koszmar. Uratowała mi życie, pokazała że mogę je zmienić już od pierwszego dnia kiedy zaczęłam Program 12 Kroków. I faktycznie. Na początku przyszłam wylękniona, w beznadziejnym stanie a już po pierwszym spotkaniu poczułam spokój, który teraz jest dla mnie najważniejszy, o który dbam, za który jestem wdzięczna.
Poczułam, że to jest właśnie to co mi pomoże – tak bardzo chciałam mieć ten pełen wdzięczności i miłości stan którym żyła moja Opiekunka, z którą mogłam bez oporu podzielić się moimi doświadczeniami, odczuciami – nie byłam już sama. Mogłam z siebie wszystko wyrzucić, a nie zapijać czy wyżywać się na innych przez to w jakim byłam stanie – za który teraz biorę pełną, świadomą odpowiedzialność. Zrozumiałam, że mój Bóg był ze mną przez ten cały czas i chce dla mnie jak najlepiej, żebym przestała cierpieć. Że mnie kocha. I ja na nowo zaczęłam mu całkowicie ufać.
Do dzisiaj żyję programem, mam kontakt z moją Opiekunką, jedną osobą z którą mogę o wszystkim porozmawiać, z którą mogę rozwiązać każdy problem – nie jest już potrzebny alkohol, który je tylko pogłębia i powoduje nowe. Żyje bez lęku i strachu, wiem co jest dobre a co złe i co jest wartością: pokora, odpowiedzialność, radość, spokój, prawda, wiara, rodzina, godność, wdzięczność, życzliwość.
Wreszcie siebie lubię i szanuję, jak i drugiego człowieka. Jestem bardzo wdzięczna za to co mam, że mogę być najlepszą mamą dla swojej córki, że mam prawdziwych przyjaciół którzy mogą zawsze na mnie liczyć a ja na nich. Dziękuję Wspólnocie za niesamowite wsparcie każdego dnia, mojej Grupie, Opiekunce i Bogu za nowe, piękne trzeźwe życie.
Aleksandra – szczęśliwa, zdrowiejąca Alkoholiczka na Programie 12 Kroków AA.
……………………………………………………………………………
Dziękuję za pomoc
Jestem alkoholiczką z długoterminowym stażem picia. Byłam córką, matką, żoną. Nie mogłam się w tych rolach spełniać należycie będąc często pijana. Kiedy po długiej chorobie na raka, umarła moja mama, wpadłam w ciąg picia. Na pogrzeb wypadało pójść trzeźwą, przestałam pić przez jeden dzień czego skutkiem była utrata przytomności i padaczka. Oprzytomniałam w szpitalu nic nie pamiętając z pogrzebu. Następnie lata przeminęły, jak u alkoholiczki i spotkał mnie następny cios, zmarł nieoczekiwanie mój jedyny syn. Powtórzyłam swój scenariusz z przed lat, tylko upijałam się codziennie, nie trzeźwiałam. W dzień pogrzebu byłam tak słaba, że nie mogłam ustać na nogach, wiec na pogrzeb nie dotarłam. Moje myśli były skupione tylko wokół alkoholu, „zapić się na śmierć, to byłoby najlepsze wyjście”. Zmieniłam otoczenie i wtedy koleżanka przyprowadziła mnie na mityng AA. Chodziłam, bo to pomagało mi być trzeźwą, ale po niedługim czasie zapiłam. Ze skruchą przyszłam na grupę AA, ale nadal tylko chodziłam nic ze sobą nie robiąc, więc wpadka alkoholowa powtórzyła się. Kolejna próba trzeźwienia w AA, ale tym razem poprosiłam drugą alkoholiczkę o pomoc by pomogła mi nauczyć się życia Programem 12 Kroków. Dzięki temu widzę różnicę między nie piciem, a trzeźwieniem. Włączam się w służby w AA, pomagam innym którzy potrzebują mojej pomocy, a dzięki temu pomagam również sobie. Odzyskałam szacunek do siebie i nauczyłam się szanować innych. Inni ludzie widzą we mnie wartościową kobietę. Jestem teraz sama, ale nie samotna. Wierzę, że najbliższe mi osoby, które odeszły, patrzą na mnie z Góry i są ze mnie dumni. To wszystko otrzymałam za darmo, od drugiej osoby i wyciągniętej do mnie pomocnej dłoni
E. Alkoholiczka
……………………………………………………………………………
Moja przemiana
Od dziecka byłam osobą zakompleksioną, żyjącą cały czas w lęku. W moim domu panował strach, były nieustanne awantury, bieda. Ojciec był alkoholikiem, moi bracia agresywni. Zawsze czułam się gorsza od innych, brzydsza, porównywałam się do kuzynek mieszkających obok, a w szkole byłam wyśmiewana z powodu rudych włosów i słabej nauki. Szłam przez życie jako ktoś gorszy ciągle się wstydząc i bojąc. Jako szesnastoletnia dziewczyna zaczęłam imprezować, chodzić po barach z moimi kuzynkami i chłopakami ze wsi. Moja młodość to jedno wielkie pijaństwo i urwane filmy. Ciągłe nastawienie na nie i życie w głowie oraz pod innych ludzi. Byłam bardzo nerwową oraz wybuchową osobą. Słabością numer jeden było użalanie się nad sobą. Wiedziałam, że te nerwy nie są normalne więc zaczęłam chodzić do lekarzy, którzy przypisali mi leki na depresję – wtedy dalej piłam. Gdy poznałam męża piliśmy razem, przed oraz po ślubie. Alkohol odstawiłam kiedy dowiedziałam się o ciąży. Urodziła się córka, a ja po jakimś czasie zaczęłam stopniowo pić z mężem co wieczór, a w weekend obowiązkowo. Później było coraz gorzej. Piliśmy całe weekendy, a córką zajmowali się dziadkowie lub moja siostra. Byłam agresywna i arogancka. Często dochodziło do awantur które sama prowokowałam. Byłam złą matką, żoną, córką i synową. Cierpiałam bardzo psychicznie – w głębi serca pragnęłam nie pić, a z drugiej strony nie wyobrażałam sobie życia bez alkoholu. Modliłam się do mojego Boga abym przestała, jednak dalej użalając się nad sobą, piłam. Wiedziałam że to co robimy z mężem jest bardzo złe i żal mi było córki. Kilka razy zaczynałam terapie, ale nadal piłam. Na pierwszy miting poszłam pod wpływem alkoholu. Brałam leki uspokajające, byłam osobą obłąkaną i zrozpaczoną. Pewnego dnia znalazłam numer telefonu do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, zadzwoniłam tam chociaż bardzo się bałam. Było ze mną już naprawdę bardzo źle i zdesperowana szukałam pomocy. Kiedy byłam pijana, tak się przewróciłam, że stłukłam sobie twarz. Gdy zaczęłam chodzić na mitingi mój Bóg postawił na mojej drodze moją obecną Opiekunkę. Dzięki niej, jej wytrwałości i cierpliwości opuściła mnie obsesja picia. Spróbowałam nie pić jeden weekend. Udało się! Później kolejny i kolejny.
Przez 4 lata jednak nie korzystałam z pomocy. Nie piłam wtedy fizycznie alkoholu, natomiast nic ze sobą nie robiłam, po prostu nie trzeźwiałam. Chodziłam na mitingi, ale byłam suchą alkoholiczką, pełną pychy, egoizmu i próżności. Program był dla mnie czymś nudnym. Dalej byłam złym człowiekiem i wyżywałam się na dziecku – kompletnie nie radziłam sobie z emocjami. Myślałam, że jak nie piję to już wszystko mi wolno. Kiedy osiągnęłam dno emocjonalnie Bóg znów postawił na mojej drodze tą samą osobę przy której przestałam pić. Poprosiłam ją o pomoc już z pokory i zaczęłyśmy Program 12 Kroków od początku. Byłam zdeterminowana aby zdrowieć. Chciałam się zmienić – być spokojną, normalną i dobrą kobietą.
Dzięki Bogu , Opiekunce i programowi znam siebie, swoje słabości i zalety. Wiem co robić żeby im przeciwdziałać, buduję relację z córką (nie bije jej). Jestem wdzięczna mojemu Bogu za moją Opiekunkę, Podopieczną, za wspaniała Grupę. Cieszę się, że jestem w służbie Intergrupy, że jestem potrzebna. Ciesze się, że mam Boga, że jestem sprawna. Dzięki Wspólnocie i mojej Opiekunce przez którą działa Bóg… żyję.
Małgorzata alkoholiczka